„Woal” wiersz i obraz .

20151003_175407„Woal”

Spływam owiana woalem złota i purpury

Kim jestem?

Kim byłam?

Kim będę?

Jest we mnie poezja i muzyka

Są we mnie obrazy.

 

Wiersze ,których być może nigdy nie napiszę

Piosenki ,których może nie zaśpiewam

Obrazy, których nie namaluję

Jestem czystą formą słowa ,dźwięku i koloru.

Potrzebny mi, ten woal

Aby nie było widać mojej nagości.

 

Barbara

Z radością dla Was malowałam ten obraz i pisałam ten wiersz.

Obraz malowałam na wiosnę roku 2016

Wiersz pisałam wieczorem 25 sierpnia 2016 roku

 

 

 

„Tym którzy lękają się przygody ,mogę jedno powiedzieć; rutyna szybciej zabija” Paulo Coelho

Czy zgadzacie się z tym zdaniem ?

Większość ludzi boi się zmian. Widzą w nich zagrożenie. Nieznane ,niepewne .. może i ciekawe ale …lepiej aby nic się nie zmieniło. Oczywiście jeśli jest nam dobrze ,czujemy się szczęśliwi i spełnieni to wspaniale .Tak trzymać . Często jednak nie jest dobrze, jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia.Mamy dość nudnej pracy, nie lubimy miejsca w którym mieszkamy, związki nie dają satysfakcji ,ale my nic…tkwimy w tej sytuacji ,bojąc się jakiegokolwiek ruchu. Są ludzie odważni, lub bardzo zdeterminowani którzy potrafią rzucić wszystko i podejmują ryzyko. To dla bardzo odważnych, ale co z tymi którzy boją się ryzykować . Nie zawsze trzeba rzucić wszystko, często nie można ,bo przecież żyć trzeba , nie chodzi przecież o to, aby zostać bez pieniędzy, domu ,czy w samotności. Można jednak dokonać wielu zmian w każdej sytuacji. Mogą to być drobne zmiany ,które stopniowo doprowadzą nas do wymarzonego celu. Może to będzie tylko zmiana rutyny. Pójdźmy raz inną drogą do pracy, zjedzmy choćby najskromniejszy posiłek w małej restauracji zamiast  w domu. Spotkajmy się z kimś kogo lubimy ,a dawno, z tak zwanego braku czasu, do tego spotkania nie doszło. Po jakimś czasie okaże się ,że jesteśmy radośniejsi, mamy więcej pomysłów i coraz śmielsze plany. Pomału uwierzymy w to ,że jednak można coś zmienić. Może zamiast kolejnego serialu poczytamy książkę, a potem dojdziemy do wniosku ,że możemy sami napisać książkę. Przecież życie każdego człowieka to opowieść, często ciekawsza niż ta książka, którą czytamy. W taki sposób ze znudzonego ,sfrustrowanego człowieka możemy zmienić się w kreatora swojego życia.

Życzę wszystkim udanego ,kreatywnego życia

Barbara

Kolędowanie w Salonie Muzycznym w Domu Natury.

Kilka razy w roku urządzam w moim salonie spotkania muzyczne.

Co roku zwykle w “Trzech króli” śpiewamy kolędy. W tym roku również.

Zaczęłyśmy z moją kuzynką Weroniką- pianistką, bardzo nobliwie. Na dwa głosy zaśpiewałyśmy cztery piękne, mniej znane kolędy. Potem zaśpiewałam i zagrałam z moim gitarzystą Andrzejem moją kolędę i pastorałkę. Nie bardzo podobała mi się melodia zwrotki, którą kiedyś skomponowałam , a więc zaproponowałam Andrzejowi, aby on to zrobił . W ten sposób powstała nasza pierwsza, wspólna kompozycja. Podobała się bardzo, ku naszej radości. Mamy nadzieję stworzyć jeszcze dużo dobrej muzyki. W dalszym ciągu wieczoru śpiewali już wszyscy zebrani, w ilości 17 osób, tak że chór zagrzmiał solidny, bo pozostałe osoby też pięknie śpiewają. Oczywiście swoja część wieczoru prześpiewał Jurek , a my z radością mu towarzyszyliśmy w muzycznych wędrówkach, po górach, dolinach, dworcach itp. Składkowe jedzonko było pyszne, do tego nieco winka i impreza rewelacyjna za nami. Mam nadzieję ,że wszystkie następne będą równie udane.

Beatka i nie tylko ona zamieściła teks de Mello, o tym ,że jeśli coś nam sprawia radość ,to należy iść, tą drogą. W moim przypadku jest to śpiew i muzyka , ale na równi z tym satysfakcja z działalności terapeutycznej , a jeszcze pisanie, czytanie, obcowanie z naturą, kontakty rodzinne i przyjacielskie, dobry film. A spanie i śnienie, a marzenie,a pływanie, a jedzenie. Ojej, jaką ja jestem radosną kobietą .

Z radością

Basia

Nowy Rok – Nowy Krok!

Kochani witajcie w Nowym Roku!

Czy to możliwe, że już mamy rok 2014 ? Przecież, dopiero co był pamiętny 2012, dopiero co oswoiłam się z pisaniem daty 2013 , a tu już 2014. Czas pędzi w zawrotnym tempie, a przecież go podobno nie ma .Ciekawe, prawda? Nie ma, a pędzi . Jedno jest pewne – to my pędzimy, a czy my jesteśmy, jeśli pędzimy? Chyba wtedy się gubimy, jak za bardzo pędzimy i nas nie ma., a jednak jesteśmy, tylko zagubieni. Jaki stąd wniosek ? Nie pędźmy za bardzo, aby się nie zagubić. Jakoś filozoficznie mnie ten noworoczny czas nastroił. Was zapewne także. Spróbujmy więc zwolnić w tym nowym roku. Niech tam sobie świat pędzi, a my w swoim tempie, trochę szybciej ,lub trochę wolniej byle po swojemu.To trudne. Często łatwiej podążać za tłumem, za obowiązkami, za spełnianiem oczekiwań innych ludzi, za popularnymi przyjemnościami , za powszechnie przyjętymi normami. Trudno jest zdobyć się na własną indywidualną drogę, na swoje tempo. To wymaga odwagi. Szczególnie kobietom jest trudno. Przecież od dziecka uczono nas posłuszeństwa, uległości, a tu nagle mamy iść swoją drogą? Jak tu iść swoja drogą jeśli często nie wiemy jaka ona jest ?

Warto się nad tym zastanowić, zanim zrobimy kolejny krok w nowy rok. Warto pomyśleć, nad tym jaki to ma być krok, ku czemu pragniemy zmierzać? Co chcemy osiągnąć, co zmienić?

Zapewne wiele osób planuje, ma marzenia do zrealizowania, ale sporo ludzi nie zastanawia się nad tym w ogóle i brnie ,trochę na oslep utartymi szlakami.

Są też zapewne tacy, co chcieliby coś zmienić ,coś zaplanować i to krok po kroku realizować.

Mogę Wam w tym pomóc podczas warsztatów planowania na nowy rok.

Zrealizowałam takie warsztaty w zeszłym roku i planuję podobne na początku tego roku. W najbliższych dniach podam terminy i inne informacje.

Pomyślcie, do jakiej grupy ludzi należycie, a do jakiej chcielibyście należeć i odejmijcie właściwe kroki.

Pozdrawiam

Basia

Wracam do siebie.

Po wczorajszych narzekaniach na przesyt świąteczny postanowiłam zadziałać.

Rano ćwiczenia jogi ( ja stosuję rytuały tybetańskie) , potem gorący prysznic i nacieranie ciałka balsamem , następnie ładne ,ale bardzo wygodne ubranie, potem dietetyczne śniadanie, potem sprawdzenie wahadłem stanu moich czakr i doładowanie tego co potrzeba. krotka medytacja, spacer z kijkami dookoła parku połączony z tuleniem się do dębu, rozmową z ptakami i szemrzącą rzeczką . potem mały obiadek z resztek w towarzystwie męża, dalej mała drzemka i mnóstwo czytania ciekawych artykułów z ” Nieznanego Świata”z numeru styczniowego, bardzo ciekawego . Polecam. Trochę śpiewania i grania na pianinie rzadkich ,pięknych kolęd i … jestem u siebie. Jeszcze dwie miłe rozmowy telefoniczne, trochę ku-ku na face-booku i jeszcze tylko wyciągnę jakąś kartę anielską z nowej talii ,zaprogramuję sny i pójdę spokojnie spać.

Polecam wszystkim taki własny, zupełnie osobisty dzień, który może wyglądać zupełnie inaczej niż mój, ale będzie Twój, tylko Twój.

Dobranoc.

Basia

Gdzie ja jestem? Co ja robię? Jestem, a mnie nie ma.

Witajcie w to drugie święto wieczorem!

Mam nadzieję, że powracam do siebie.

Byłam w tylu miejscach w ostatnim miesiącu. W kraju i za granicą. W domu i “w gościach”. Na zakupach, w garach ,ale też na spacerach i w kościele, na cmentarzu. Byłam tak bardzo tu i teraz, że aż się tym zmęczyłam.

Marzę o pobujaniu w obłokach, medytacjach, zapatrzeniach, zasłuchaniach. Marzę o pisaniu ,komponowaniu, śpiewaniu duchowym ,tak tylko dla siebie, jak w modlitwie.

Na szczęście są sny. W nich nadrabiam potrzeby duchowe, tak mi potrzebne jak powietrze, a tak zaniedbane i przesycone materią i ludźmi dni. Potrzebuję samotności, jak wody, bo tylko wtedy naprawdę spotykam Boga i siebie. Siebie i Boga. Boga w sobie.

Chciałabym go czuć cały czas , nie gubić w nawałnicy zajęć, ale to trudne. Zmierzam ku temu już od lat i ciągle muszę Go szukać od nowa. Piszę to , o paradoksie, w Święta Bożego Narodzenia, które powinny być Bogiem przesycone, Duchem napojone .

Dostałam od Beatki “List od Jezusa”. Pisany w pierwszej osobie, tak jak by to On pisał. Pisze, że obchodzimy jego urodziny, bez Niego, że w ferworze zajęć zapominamy o Nim. Zapominamy, jaki jest sens tych świąt. Nie zapomniałam do końca, ale uległam, jak niemal wszyscy materializmowi w nadmiarze. Za dużo przygotowań,za dużo jedzenia, za dużo prezentów, za dużo wizyt ,za dużo ludzi.

Za mało wyciszenia, kontemplacji, modlitwy ,medytacji.

Kolejny paradoks. Nadrobię to mam nadzieję po świętach.

Życzę więc wszystkim – spokojnych dni po świętach.

Basia.