Samouzdrawianie przez wypoczywanie.

Czy umiecie wypoczywać?

Czy pozwalacie sobie czasem na zwykłe leniuchowanie?

Czasem nie umiemy sobie na to pozwolić, bo przecież trzeba odpoczywać aktywnie, ruszać się robić coś ciekawego, czytać coś mądrego.

Tak to prawda ,aktywny wypoczynek jest godny polecenia, ale czasem….

„Pozwól sobie” – wesoły wierszyk

Pozwól sobie poleżeć na łóżku ,lub polanie

Przecież nic się od tego złego nie stanie.

Mało tego, może stać się coś bardzo dobrego.

Patrząc na motylka ,albo małą  muszkę

Uspokoisz nerwy i wyleczysz nóżkę.

Dobrze jest także wykąpać się w wodzie,

Pomoże to także Twojej urodzie.

A jak w niebo patrząc zobaczysz Anioły

To od razu   staniesz się bardzo wesoły.

Radosnego wypoczynku

Życzy Basia

 

 

 

 

Refleksje po przeczytaniu książki Krystyna Janda

Przeczytałam książkę Krystyny Jandy „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” Jest to zbiór wywiadów które przeprowadziła z Nią dziennikarka Katarzyna Montgomery, oraz dziennik samej Jandy pisany na jej blogu.

Okazało się, że książka ma już dwa lata .Dla mnie była odkryciem .

Zawsze lubiłam Krystynę Jandę, jako aktorkę, ale mało znałam ją jako kobietę i …pisarkę…i na tym wątku chcę się nieco skupić.

Dawno nie czytałam tak interesującej książki. Krystyna Janda jest niezwykłą kobietą .To wulkan energii, pomysłów, pracowitości . Niezwykła wrażliwość z mocnym chodzeniem po ziemi. Siła i delikatność .Talent i wielka kultura . Odwaga i determinacja. Wielka indywidualność. Siła charakteru, wierność sobie i ludziom i uroda .

A do tego, jak ona potrafi o tym pisać: lekko, dowcipnie, wzruszająco, prawdziwie. Ja tą jej prawdę czuję całą sobą i  choć jestem inna rozumiem ją, podziwiam, szanuję .

A  Pani Krystyna pisze o wszystkim, w swoim dzienniku na blogu. ….

Teraz już rozumiecie zapewne o co mi chodzi.

Ja też piszę na blogu, od czasu do czasu piszę na facebooku, w moich niezliczonych zeszytach, kalendarzach .Napisałam wiele wierszy, piosenek,  jedną powieść skończyłam,  drugą zaczęłam, trzecia książka o moich doświadczeniach duchowych jest niedokończona, reportaż z Indii,bardzo dobry, też jest tylko w komputerze

Dlaczego nie kończę?            

Czemu przerywam?

Czemu nie piszę długo, a potem rzucam się na pisanie jak ryba do wody?

Czy jestem nie systematyczna, leniwa?

Daleko mi do ideału,ale to nie to …a więc co ….?

Brak  wiary w siebie.

A mam na to tysiąc odpowiedzi!

Nie wiem, czy to jest dobre?

Po co pisać, kto to będzie czytał?

Są lepsi ,a gdyby wydawać ,kto mi to wyda, a jak ja sam -jakie to koszty i po co.

Tylu ludzi napisało tak wspaniale, tak mądrze, tak pięknie !

W ostatnich dniach zainspirowała mnie Janda, tym pisaniem dziennika na blogu . W taki sposób, nawet nie wiadomo kiedy, powstaje materiał, który można wykorzystać, albo przynajmniej ktoś może kiedyś to przeczyta, ot tak po prostu, może mu to się to spodoba, lub mu to pomoże ….

SĄ KOCHANE OSOBY KTÓRE CZYTAJĄ MÓJ BLOG. KU MOJEMU  ZDZIWIENIU, OD CZASU DO CZASU, DOCIERA DO MNIE TAKA INFORMACJA OD OSÓB MNIEJ LUB BARDZIEJ  MI ZNANYCH .ROBIĘ WTEDY DUŻE OCZY !!!!!!!!!! MAŁO, ŻE CZYTAJĄ,TO PYTAJĄ CZEMU OSTATNIO NIE PISAŁAM.

TO DLA WAS KOCHANI TO MOJE PISANIE!!!!!!!!!!!!!

PRZECIEŻ CZĘSTO PISZĘ PO PROSTU DLA SIEBIE, BO TO JEST MI POTRZEBNE. TO JUŻ WYSTARCZY,  A JEŚLI CHOĆ JEDNA OSOBA ZAINTERESUJE SIĘ TYM CO PISZĘ, TO DLA TEJ JEDNEJ WARTO .

JEST TAKA JEDNA PANI W ANGLII POLKA – FRYZJERKA MOJEJ CÓRKI, KTÓRA CZYTAŁA MOJĄ POWIEŚĆ PT”SPÓŹNIONY DEBIUT”

PUBLIKOWAŁAM TĘ POWIEŚĆ NA BLOGU, NA MOJEJ STAREJ STRONIE .TYLKO KILKA ROZDZIAŁÓW .JEJ SIĘ TO SPODOBAŁO I DO DZIŚ CZEKA NA RESZTĘ , A JA NIC.

KIEDYŚ NA ULICY SPOTKAŁAM DAWNĄ DALEKĄ ZNAJOMĄ , KTÓRA POWIEDZIAŁA , ŻE CZYTA WSZYSTKO, CO SIĘ POJAWI NA MOJEJ STRONIE „TAKIE TO CIEKAWE , CO PANI PISZE” – POWIEDZIAŁA .

SA TEŻ INNI ,WIEM, ŻE CZYTAJĄ ,NIC NIE MÓWIĄ ,MOŻE IM SIĘ NIE PODOBA,

ALE CZY JA CZEKAM NA POCHWAŁY I LAURY ?

NIE, JA TYLKO NIE DO KOŃCA WIERZĘ W SIEBIE I JESZCZE COŚ ..

JESTEM BARDZO SZCZERA ,NIE UMIEM KŁAMAĆ …

A CZASEM BRAK MI ODWAGI, ABY POKAZAĆ SIĘ W CAŁEJ PRAWDZIE, A TYLKO WTEDY PISANIE WG. MNIE MA JAKĄŚ WARTOŚĆ.

CZY MNIE TO TŁUMACZY ?

ZAPEWNE NIE .

PRZECIEŻ NIE MUSZĘ POKAZYWAĆ WSZYSTKIEGO, A RÓWNOCZEŚNIE NIC UKRYWAĆ . TO JUŻ ZALEŻY OD FORMY, OD SPOSOBU PRZEKAZU …

…..i jeszcze coś …

Dziś moja córka powiedziała ,że zaczęła pisać ,że chce to robić…

. a przecież obie wiemy ,że nie ma na co czekać ,że trzeba zaczynać jak się to czuje ,a nie czaić się tak jak ja i zaczynać po 50, 60 ,70…….!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Z drugiej strony nigdy nie jest za późno.

Czy znów tylko tak mówię i znów nie będę pisać lub będę  się z tym czaić i nic z tego nie wyjdzie ?

Zobaczymy. Sama jestem ciekawa.

Ten dziennik na blogu, to jest coś. i nie tylko dziennik , To pisanie w kategoriach też ma sens i to też tworzy ten dziennik .

KOCHANI, JEŚLI KTOŚ COŚ CZYTA NA MOJEJ STRONIE I MU SIĘ PODOBA TO NIECH CZASEM NAPISZE KOMENTARZ .

KRYTYCZNYCH KOMENTARZY PROSZĘ NIE PISAĆ .

JAK SIĘ NIE PODOBA TO NIE CZYTAĆ I JUŻ .

WASZA BASIA PISARKA  Z BOŻEJ ŁASKI

 

 

 

,,Tak lekko, tak leciutko” – tekst mojej nowej piosenki

I

Tak lekko ,tak leciutko

Chodzę sobie po malutku

Dokoła tyle smutku

Dokoła tyle smutku

Czas go obejść po malutku.

 

Nie chcę już martwić się i smucić

Mam już dość, trzeba to porzucić

Rzucić się w radość jak w wodę

Puścić ster, wiatr niesie mnie w przygodę

Dosyć już jęczenia,  jak mam dużo do zrobienia

Nie chcę już żyć w trudzie, myśleć co powiedzą ludzie .

Przecież wszystko  można zrobić tak

By było cicho, jakby zasiał mak .

Przecież wszystko można zrobić tak

By było miło zawsze wprost i wspak .

Ii

Tak lekko ,tak leciutko

Robię wszystko po malutku

Dookoła nie ma smutku

Dookoła nie ma smutku

Obeszłam go po malutku

Jestem już wolna niczym ptak

Myśli złych i zbędnych trosk mi brak

Rzucam się w radość jak w wodę

Wiatr we włosach niesie mi przygodę

Nie mam już zmartwienia, choć mam dużo do zrobienia

Kiedy ktoś mi smęci srodze ,to zostawiam go przy drodze

I wędruję swoją drogą w świat

Nie licząc przeszłych dni i lat

Tak lekko, tak  leciutko chodzę jeśli chcę  szybciutko

Tak lekko ,tak leciutko ….tak.. jak wiatr.

 

 

 

Indie 2000

Na przełomie tysiącleci odwiedziłyśmy Indie .

 

 

Matka z córką i dwa Anioły .

Pękate plecaki,spocone twarze,długie, luźne szaty.

Indie pachną tysiącem zapachów.

Mienią się tysiącem kolorów.

Na ulicach wielkich miast- tysiące ludzi, samochodów, riksz .

Wszystkiego jest tu dużo, do przesytu .

Biedy i bogactwa

Potężny panteon bóstw.

Wszystko się tu miesza ;

Dostojne świątynie z finezyjnymi ornamentami

Maleńkie ołtarzyki wśród wieżowców, lub na świętych drzewach,

Wspaniałe,kapiące złotem pałace maharadżów

Domy z kartonów …

Co zostało w nas najdłużej ?

Śpiewanie nabożnych badżanów  na placu darszanowym .

Piękne kobiety w tęczowych sari,

Zawsze czyste, umyte w luksusowej łaźni, lub przy kranie na ulicy.

Kąpiel w oceanie o skośnych falach,

Bosy spacer po białej piaszczystej plaży,

Odpoczynek pod palmami

Rozgwieżdżone niebo, które pewnej nocy było naszym dachem

Święte miejsca różnych religii i..

Nad tym wszystkim, wbrew pozorom

Jeden Bóg – jak wszędzie .

 

 

Sztuka pomagania .

Dziś z zadumą zastanawiam się nad trudną sztuką pomagania , którą zajmuję się w różnych postaciach : jako kobieta, matka, żona, przyjaciółka, terapeutka . To niełatwe zadanie, wie to każdy człowiek niezależnie od płci,wieku, zawodu ,charakteru. Pomagać w każdym przypadku należy z taktem i uwagą.

Czasem wystarczy kogoś wysłuchać, innym razem przytulić, coś zaproponować. Czasem po prostu być. To zachowania dotyczące osób bliskich.

W przypadku terapii ,wysłuchać, zaproponować rodzaj terapii i skutecznie ją przeprowadzić.

W każdym przypadku należy być bardzo uważnym ,aby nie pouczać, nie zranić ,nie krytykować ,nie narzucać siłowo swojej woli.

Tak naprawdę każdy musi pomóc sobie sam. Sam musi wykonać pracę nad sobą.

Przyjaciel ,czy terapeuta może naprowadzić ,towarzyszyć w drodze rozwoju, ale bardzo ostrożnie ,z wyczuciem .Nie ma gotowych rozwiązań. W przypadku takiej pomocy nikt nie wypisze nam recepty. To nie leczenie lekiem, to uzdrawianie problemu.

Podsumowując temat.

Wzbudzajmy w osobie, która zwróciła się do nas po pomoc ,poczucie własnej wartości. To najważniejsza i najskuteczniejsza pomoc.

Tyle na dziś .

Barbara

Ustawienia wg.Hellingera

Drodzy Czytelnicy!

Dziś parę refleksji dotyczących warsztatów ustawień wg.Hellingera .

Ta terapia jest szczególna pod każdym względem, wymaga więc także szczególnych warunków do jej prowadzenia. Podziwiam terapeutów prowadzących duże grupy, na dużych salach. Ja preferuje niewielkie grupy, w niewielkich salach. W Poznaniu ustawienia prowadzę w salonie w moim domu, we Wrocławiu w ładnym pomieszczeniu szkoleniowym z wygodnym zapleczem . Miejsca te mogą pomieścić kilkanaście osób. W moim domu ostatnio było czternaście kobiet i ta nieduża liczba okazała się dla mnie zbyt duża.” Ustawienia” są dla mnie niezwykłym przeżyciem za każdym razem .Czuję ich wagę, swoją odpowiedzialność, jestem  przepojona ich duchowym wymiarem. To wszystko wymaga określonych warunków dla  pracy wszystkich uczestników i dla mnie. Dlatego postanowiłam robić jedynie pięć ustawień w ciągu pięciu godzin , jak trzeba to dłużej .

W przypadku wielu chętnych będę organizowała w Poznaniu warsztaty 2 razy w miesiącu , lub nawet częściej .

Inaczej wygląda to we Wrocławiu, gdzie przyjeżdżam raz na dwa miesiące, a czasem rzadziej . Tam nie mogę tak ograniczyć liczby ustawień. Warsztaty trwają jednak dwa dni ,więc dajemy radę .

Rozpisałam się o warunkach pracy, ale to jest też bardzo ważny element ustawień. Muszę myśleć o higienie pracy uczestników i mojej. Przeżycia na ustawieniach są bardzo silne i mogą być wyczerpujące, jeśli jest ich zbyt dużo. Dlatego też wszystkim uczestnikom polecam dużo odpoczynku przed i po ustawieniach. Najlepiej nas ukoi i wzmocni kontakt z naturą. U mnie w domu ,w przerwie można wyjść do ogrodu,a we Wrocławiu na galerię z widokiem na ładnie utrzymaną zieleń.

Staram się prowadzić ustawienia możliwie łagodnie, nie zagłaskując przy tym prawdy, jaka musi się objawić. Na ustawieniach jest sporo łez, ale także i dużo śmiechu. Wykorzystuję każdą zabawną sytuacje i pozwalam na śmiech,  który rozluźnia atmosferę, jednak wymaga to z mojej strony wielkiej czujności,  a także kultury uczestników. W moim domu mam możliwość  włączenia w przerwie muzyki, a czasem, szczególnie na końcu warsztatów  siadam do fortepianu, lub biorę gitarę i śpiewam. Na takie sytuacje można pozwolić tylko w małej grupie.

Zapraszam więc serdecznie, proszę o  wczesne przedpłaty, gwarantujące  Wam miejsca ,których liczba jest, z powyżej opisanych względów, ograniczona.

Barbara Mroczkowska

 

Zmiana wewnętrzna . Transformacja.

Na moim obrazku – motyle . To końcowy efekt wspaniałego przeobrażenia skromnej gąsienicy, w poczwarkę i w końcu w pięknego motyla .To zmiana dotycząca ciała fizycznego .

Transformacja to zmiana wewnętrzna . Przez całe życie podlegamy zmianom zewnętrznym i wewnętrznym. Są okresy wzrostu i stagnacji, początku i końca. Obecnie mam poczucie wielkiej przemiany, jaka zachodzi we mnie i wokół mnie :w ludziach, przyrodzie ,we wszelkich przejawach życia Słyszymy o tym ,czytamy, zastanawiamy się ,czy to się dzieje na prawdę. Czy ten czas jest faktycznie wyjątkowy? Przecież i my i cała Ziemia ulega ciągłym przemianom. Tak… ale …czuję to ostatnio bardzo intensywnie.

Byłam w ostatnich miesiącach bardzo zagłębiona w materii,z powodu dość intensywnego remontu w domu. Wiązało się to także z generalnymi porządkami .Przeglądem wszystkich szaf,  półek i szuflad. Wyrzucaniem rzeczy niepotrzebnych, segregowaniem pozostałych. Przy tej okazji „przeszła  przez moje ręce ” ,cała przeszłość moja i mojej rodziny. Przeglądałam stare i nowsze albumy ze zdjęciami już nieobecnych najbliższych i młodszych żyjących .Przypomniały nam się miejsca jakie zwiedziliśmy, stroje jakie nosiliśmy…Trochę zdjęć  włożyłam  w ramki ,na miejsce starych ,już opatrznych. Przejrzałam  wraz  z rodziną sterty obrazów namalowanych prze mojego Ojca .  Z radością patrzałam jak nie tylko we mnie ,ale w moich synach ,siostrzenicy, kuzynce, wywoływały one zachwyt i wzruszenie. Każdy z nich wychodził z naszego domu z pokaźną ich liczbą. Różne przydatne lub pamiątkowe  przedmioty, znalazły nowe miejsce w szufladach . Czy więc to było tylko zmaganie się z materią? Nie… dużo ,dużo więcej. To było zmaganie się z przeszłością, wspominanie Rodziców ,zaduma nad  upływającym czasem ,wzruszenie i zachwyt  twórczością Taty , wspomnienie muzykalnej Mamy przy segregacji jej nut..

Zmęczona byłam bardzo fizycznie i psychicznie , jednak bardzo zadowolona, że nasz dobytek rodzinny został odkurzony, posegregowany, że wiem ,co mam i gdzie leży, że zdobyłam się na wyrzucenie rzeczy nie potrzebych .

Po tym wszystkim wyjechałam nad morze, teraz raduję się obecnością córki i jej dzieci. Potem pojadę na tydzień z mężem w góry.

A gdzie tu tytułowa transformacja?

Otóż toczyła się i toczy we mnie  cały czas. Byłam i jeszcze częściowo jestem poczwarką, w twórczym bezruchu. Nie komponowałam ,nie pisałam ,nie malowałam , nie śpiewałam z małymi wyjątkami. Czuję jednak w sobie potężną zmianę, która mam nadzieję przejawi się w mojej twórczości, bez której trudno mi żyć i bez której nie jestem do końca sobą. Ta zmiana ,którą mi trudno zwerbalizować zaowocuje mam nadzieję w moich skromnych dziełach.

Nie przerwałam jednak przez ten czas działalności terapeutycznej . Prowadziłam warsztaty w normalnym rytmie i przyjmowałam ,raz w altance, a innym razem w piwnicy indywidualnych klientów , a raczej klientki .

Nie przerwałam więc jednak działań twórczych, bo takimi są też moje warsztaty i sesje indywidualne . To moje klientki „zmuszały ” mnie do rozwiązywania swoich problemów ,a przez to dawały mi możliwość kreatywnej pracy, za co im dziękuję.

To tyle na dziś.

O transformacji będę pisać zapewne często, bo temat aktualny i ważny, tak dla każdego indywidualnie ,jak i dla całej ludźkości.

Barbara

 

 

 

” Życie po życiu”

Jak wygląda? Jak Tam jest ? Pytania można mnożyć w nieskończoność. Odpowiedzi  …też. Na Drugą Stronę Tęczy przeszła autorka wielu odpowiedzi z tej niezwykłej dziedziny, autorka strony „Życie po życiu” Pani Lucyna  Zaglądałam czasem na tą stronę, czytałam posty ,czasem coś napisałam, ,bo także interesuje mnie Druga Strona. Dziś, gdy dotarła do mnie wiadomość o Jej śmierci,  pomyślałam jak ważną rolę pełniła w życiu wielu ludzi, uchylając przed nimi rąbek zasłony . Skąd czerpała tą wiedzę.? Tego nie wiem. Wiem jednak, że zgadzałam się z Jej  spojrzeniem na tą niezwykłą dziedzinę życia,  jaką jest śmierć . Tak jak Ona wierzyła, ja  wierzę ( a może,powiem nieskromnie , tak jak  i Ona  wiedziała –  wiem. ) ,że śmierć nie jest końcem naszego życia, a jedynie przejściem do innego wymiaru i początkiem nowego życia. Bardzo mnie ten temat interesuje od momentu śmierci mojej Mamy ,a było to 34 lata temu .Z Jej  śmiercią nie mogłam się pogodzić, więc  zaczęłam szukać wszelkich informacji przybliżających mi ten temat. Religia katolicka, w której byłam wychowana, nie dawała mi zadowalających odpowiedzi. Przeczytałam mnóstwo książek z tej dziedziny,  poznawałam różne koncepcje filozoficzne i religijne. Zaczęłam interesować się ezoteryką., nauczyłam się medytacji. Nieco później przyszły przeczucia, z czasem doświadczenia „nieznanego”.

Wiedzą tą i moimi doświadczeniami dzieliłam się z niewielką liczbą ludzi. Dziś pomyślałam, że będę się tym dzielić na większą skalę. Na moim blogu dodałam nową kategorię –  „Zycie po życiu” .Mój blog ma połączenie ze stroną Domu Natury na face– booku, dotrą więc te wiadomości do większej grupy ludzi. Postanowiłam też pisać posty na stronie „Życie po życiu „, na której pisała Pani Lucyna, a także na stronie „Czytelnicy Nieznanego Świata ” . Wszak od prawie 20 lat prowadzę spotkania” Klubu Przyjaciół Nieznanego Świata” w swoim mieszkaniu, w powołanym  przeze mnie   Domu Natury..

Ta wiedza musi być rozpowszechniana. Nadaje ona sens naszemu życiu i daje tak potrzebną nadzieję …..

Barbara

Moje miłe klientki .

Większość moich klientów to kobiety Najczęściej   młode , ładne, zdolne, trochę zagubione .  Mają po 30 ,40 i 50 lat . Najwięcej jest tych około 40. To czas ważnych rozliczeń ze sobą, z czasem . Czas zastanowienia się nad dotychczasowym życiem, chęć wprowadzenia zmian. Większość z Nich pragnie zmian, ale równocześnie boją się zmian. To zupełnie naturalne. Niemal wszystkie mają problem z akceptowaniem siebie, cechuje je poczucie niskiej wartości, a przecież są młode i piękne, często bardzo dobrze wykształcone. Niektóre mają za sobą nieudane związki, dzieci  inne ciągle szukają odpowiedniego partnera, męża i pragną założyć rodzinę . Zmęczone dotychczasową pracą, szukają nowych możliwości   zawodowych. . Budzę w Nich poczucie własnej wartości, towarzyszę w odkrywaniu samych siebie, pomagam odnaleźć sens życia , uczę dystansu do siebie i otoczenia , otwieram  na duchowe ścieżki.

Cieszę się, gdy pojawia się na ich twarzach uśmiech, którego brakowało na początku wizyty. Bardzo je wszystkie lubię i życzę im wszystkiego najlepszego.

Poniższy obraz jest dla Was  .Symbolizuje dwie pasujące do siebie połowy, może dwie bliźniacze dusze , może odkrycie w sobie siły , może po prostu radość .

Barbara

Potrzebuję siebie samej !

Potrzebuję siebie samej ,tak bardzo jak nikogo na świecie .

Gdy to piszę,  łzy spływają mi po policzkach .

To znak ,że dotknęłam mojej najgłębszej prawdy.

Nigdy dotąd tak o sobie nie myślałam,

Nie miałam odwagi tak pomyśleć.

Zawsze inni byli dla mnie ważniejsi .

Rodzina, Mama, Tata ,Siostra, potem Mąż ,Dzieci ,Przyjaciele, Inni Ludzie …. .Bóg

Z czasem kolejność zmieniała się . ..Rodzice zmarli, ale nadal byli bardzo ważni .mąż i dzieci wysunęli się na pierwszy plan…. Bóg !

Z czasem na pierwszym miejscu był Bóg …,a potem znowu ludzie ,bliźni .

To już było lepiej ,ale ja ciągle na samym końcu .

I wreszcie przyszło zrozumienie Pierwszego z Dziesięciorga Przykazań

” Kochaj Pana Boga swego ,z całego serca swego ,z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego, jak siebie samego .

A więc Bóg ,potem bliźni i potem ja ?

Nie … najpierw mamy kochać Boga ,potem siebie, a bliźniego ,jak siebie samego .

Kochać siebie samego ?

Znów nie miałam na to odwagi.

Znów upłynęło trochę czasu .

Kochać Boga . Dalekiego, abstrakcyjnego ?

A może kochać Boga ,który jest przecież we mnie. ?

A więc ja jestem boska ?

Znów brak odwagi ,aby to przyjąć ….

Dziś wiem ,że potrzebuję siebie najbardziej ,tej zjednoczonej z Bogiem w miłości , gdy zatraca się przepaść pomiędzy Bogiem i mną  ,że jesteśmy Jednią  z Bogiem i ze wszystkimi ludźmi ..

Potrzebuję siebie samej ,aby realizować siebie, wędrować swoją drogą ,odnajdować Boga w sobie ,tworzyć tak jak On, kochać tak jak On. Potrzebuję na to czasu i przestrzeni .Muszę być w tym sama ze sobą. Dużo, długo … wtedy przychodzi zrozumienie , wtedy przejawia się tworzenie. Wtedy wiem ,że jestem Jednią z Bogiem .

Potem mogę wyjść do ludzi ,aby się tym dzielić .