Indie 2000

Na przełomie tysiącleci odwiedziłyśmy Indie .

 

 

Matka z córką i dwa Anioły .

Pękate plecaki,spocone twarze,długie, luźne szaty.

Indie pachną tysiącem zapachów.

Mienią się tysiącem kolorów.

Na ulicach wielkich miast- tysiące ludzi, samochodów, riksz .

Wszystkiego jest tu dużo, do przesytu .

Biedy i bogactwa

Potężny panteon bóstw.

Wszystko się tu miesza ;

Dostojne świątynie z finezyjnymi ornamentami

Maleńkie ołtarzyki wśród wieżowców, lub na świętych drzewach,

Wspaniałe,kapiące złotem pałace maharadżów

Domy z kartonów …

Co zostało w nas najdłużej ?

Śpiewanie nabożnych badżanów  na placu darszanowym .

Piękne kobiety w tęczowych sari,

Zawsze czyste, umyte w luksusowej łaźni, lub przy kranie na ulicy.

Kąpiel w oceanie o skośnych falach,

Bosy spacer po białej piaszczystej plaży,

Odpoczynek pod palmami

Rozgwieżdżone niebo, które pewnej nocy było naszym dachem

Święte miejsca różnych religii i..

Nad tym wszystkim, wbrew pozorom

Jeden Bóg – jak wszędzie .

 

 

Sztuka pomagania .

Dziś z zadumą zastanawiam się nad trudną sztuką pomagania , którą zajmuję się w różnych postaciach : jako kobieta, matka, żona, przyjaciółka, terapeutka . To niełatwe zadanie, wie to każdy człowiek niezależnie od płci,wieku, zawodu ,charakteru. Pomagać w każdym przypadku należy z taktem i uwagą.

Czasem wystarczy kogoś wysłuchać, innym razem przytulić, coś zaproponować. Czasem po prostu być. To zachowania dotyczące osób bliskich.

W przypadku terapii ,wysłuchać, zaproponować rodzaj terapii i skutecznie ją przeprowadzić.

W każdym przypadku należy być bardzo uważnym ,aby nie pouczać, nie zranić ,nie krytykować ,nie narzucać siłowo swojej woli.

Tak naprawdę każdy musi pomóc sobie sam. Sam musi wykonać pracę nad sobą.

Przyjaciel ,czy terapeuta może naprowadzić ,towarzyszyć w drodze rozwoju, ale bardzo ostrożnie ,z wyczuciem .Nie ma gotowych rozwiązań. W przypadku takiej pomocy nikt nie wypisze nam recepty. To nie leczenie lekiem, to uzdrawianie problemu.

Podsumowując temat.

Wzbudzajmy w osobie, która zwróciła się do nas po pomoc ,poczucie własnej wartości. To najważniejsza i najskuteczniejsza pomoc.

Tyle na dziś .

Barbara

Ustawienia wg.Hellingera

Drodzy Czytelnicy!

Dziś parę refleksji dotyczących warsztatów ustawień wg.Hellingera .

Ta terapia jest szczególna pod każdym względem, wymaga więc także szczególnych warunków do jej prowadzenia. Podziwiam terapeutów prowadzących duże grupy, na dużych salach. Ja preferuje niewielkie grupy, w niewielkich salach. W Poznaniu ustawienia prowadzę w salonie w moim domu, we Wrocławiu w ładnym pomieszczeniu szkoleniowym z wygodnym zapleczem . Miejsca te mogą pomieścić kilkanaście osób. W moim domu ostatnio było czternaście kobiet i ta nieduża liczba okazała się dla mnie zbyt duża.” Ustawienia” są dla mnie niezwykłym przeżyciem za każdym razem .Czuję ich wagę, swoją odpowiedzialność, jestem  przepojona ich duchowym wymiarem. To wszystko wymaga określonych warunków dla  pracy wszystkich uczestników i dla mnie. Dlatego postanowiłam robić jedynie pięć ustawień w ciągu pięciu godzin , jak trzeba to dłużej .

W przypadku wielu chętnych będę organizowała w Poznaniu warsztaty 2 razy w miesiącu , lub nawet częściej .

Inaczej wygląda to we Wrocławiu, gdzie przyjeżdżam raz na dwa miesiące, a czasem rzadziej . Tam nie mogę tak ograniczyć liczby ustawień. Warsztaty trwają jednak dwa dni ,więc dajemy radę .

Rozpisałam się o warunkach pracy, ale to jest też bardzo ważny element ustawień. Muszę myśleć o higienie pracy uczestników i mojej. Przeżycia na ustawieniach są bardzo silne i mogą być wyczerpujące, jeśli jest ich zbyt dużo. Dlatego też wszystkim uczestnikom polecam dużo odpoczynku przed i po ustawieniach. Najlepiej nas ukoi i wzmocni kontakt z naturą. U mnie w domu ,w przerwie można wyjść do ogrodu,a we Wrocławiu na galerię z widokiem na ładnie utrzymaną zieleń.

Staram się prowadzić ustawienia możliwie łagodnie, nie zagłaskując przy tym prawdy, jaka musi się objawić. Na ustawieniach jest sporo łez, ale także i dużo śmiechu. Wykorzystuję każdą zabawną sytuacje i pozwalam na śmiech,  który rozluźnia atmosferę, jednak wymaga to z mojej strony wielkiej czujności,  a także kultury uczestników. W moim domu mam możliwość  włączenia w przerwie muzyki, a czasem, szczególnie na końcu warsztatów  siadam do fortepianu, lub biorę gitarę i śpiewam. Na takie sytuacje można pozwolić tylko w małej grupie.

Zapraszam więc serdecznie, proszę o  wczesne przedpłaty, gwarantujące  Wam miejsca ,których liczba jest, z powyżej opisanych względów, ograniczona.

Barbara Mroczkowska

 

Zmiana wewnętrzna . Transformacja.

Na moim obrazku – motyle . To końcowy efekt wspaniałego przeobrażenia skromnej gąsienicy, w poczwarkę i w końcu w pięknego motyla .To zmiana dotycząca ciała fizycznego .

Transformacja to zmiana wewnętrzna . Przez całe życie podlegamy zmianom zewnętrznym i wewnętrznym. Są okresy wzrostu i stagnacji, początku i końca. Obecnie mam poczucie wielkiej przemiany, jaka zachodzi we mnie i wokół mnie :w ludziach, przyrodzie ,we wszelkich przejawach życia Słyszymy o tym ,czytamy, zastanawiamy się ,czy to się dzieje na prawdę. Czy ten czas jest faktycznie wyjątkowy? Przecież i my i cała Ziemia ulega ciągłym przemianom. Tak… ale …czuję to ostatnio bardzo intensywnie.

Byłam w ostatnich miesiącach bardzo zagłębiona w materii,z powodu dość intensywnego remontu w domu. Wiązało się to także z generalnymi porządkami .Przeglądem wszystkich szaf,  półek i szuflad. Wyrzucaniem rzeczy niepotrzebnych, segregowaniem pozostałych. Przy tej okazji „przeszła  przez moje ręce ” ,cała przeszłość moja i mojej rodziny. Przeglądałam stare i nowsze albumy ze zdjęciami już nieobecnych najbliższych i młodszych żyjących .Przypomniały nam się miejsca jakie zwiedziliśmy, stroje jakie nosiliśmy…Trochę zdjęć  włożyłam  w ramki ,na miejsce starych ,już opatrznych. Przejrzałam  wraz  z rodziną sterty obrazów namalowanych prze mojego Ojca .  Z radością patrzałam jak nie tylko we mnie ,ale w moich synach ,siostrzenicy, kuzynce, wywoływały one zachwyt i wzruszenie. Każdy z nich wychodził z naszego domu z pokaźną ich liczbą. Różne przydatne lub pamiątkowe  przedmioty, znalazły nowe miejsce w szufladach . Czy więc to było tylko zmaganie się z materią? Nie… dużo ,dużo więcej. To było zmaganie się z przeszłością, wspominanie Rodziców ,zaduma nad  upływającym czasem ,wzruszenie i zachwyt  twórczością Taty , wspomnienie muzykalnej Mamy przy segregacji jej nut..

Zmęczona byłam bardzo fizycznie i psychicznie , jednak bardzo zadowolona, że nasz dobytek rodzinny został odkurzony, posegregowany, że wiem ,co mam i gdzie leży, że zdobyłam się na wyrzucenie rzeczy nie potrzebych .

Po tym wszystkim wyjechałam nad morze, teraz raduję się obecnością córki i jej dzieci. Potem pojadę na tydzień z mężem w góry.

A gdzie tu tytułowa transformacja?

Otóż toczyła się i toczy we mnie  cały czas. Byłam i jeszcze częściowo jestem poczwarką, w twórczym bezruchu. Nie komponowałam ,nie pisałam ,nie malowałam , nie śpiewałam z małymi wyjątkami. Czuję jednak w sobie potężną zmianę, która mam nadzieję przejawi się w mojej twórczości, bez której trudno mi żyć i bez której nie jestem do końca sobą. Ta zmiana ,którą mi trudno zwerbalizować zaowocuje mam nadzieję w moich skromnych dziełach.

Nie przerwałam jednak przez ten czas działalności terapeutycznej . Prowadziłam warsztaty w normalnym rytmie i przyjmowałam ,raz w altance, a innym razem w piwnicy indywidualnych klientów , a raczej klientki .

Nie przerwałam więc jednak działań twórczych, bo takimi są też moje warsztaty i sesje indywidualne . To moje klientki „zmuszały ” mnie do rozwiązywania swoich problemów ,a przez to dawały mi możliwość kreatywnej pracy, za co im dziękuję.

To tyle na dziś.

O transformacji będę pisać zapewne często, bo temat aktualny i ważny, tak dla każdego indywidualnie ,jak i dla całej ludźkości.

Barbara

 

 

 

” Życie po życiu”

Jak wygląda? Jak Tam jest ? Pytania można mnożyć w nieskończoność. Odpowiedzi  …też. Na Drugą Stronę Tęczy przeszła autorka wielu odpowiedzi z tej niezwykłej dziedziny, autorka strony „Życie po życiu” Pani Lucyna  Zaglądałam czasem na tą stronę, czytałam posty ,czasem coś napisałam, ,bo także interesuje mnie Druga Strona. Dziś, gdy dotarła do mnie wiadomość o Jej śmierci,  pomyślałam jak ważną rolę pełniła w życiu wielu ludzi, uchylając przed nimi rąbek zasłony . Skąd czerpała tą wiedzę.? Tego nie wiem. Wiem jednak, że zgadzałam się z Jej  spojrzeniem na tą niezwykłą dziedzinę życia,  jaką jest śmierć . Tak jak Ona wierzyła, ja  wierzę ( a może,powiem nieskromnie , tak jak  i Ona  wiedziała –  wiem. ) ,że śmierć nie jest końcem naszego życia, a jedynie przejściem do innego wymiaru i początkiem nowego życia. Bardzo mnie ten temat interesuje od momentu śmierci mojej Mamy ,a było to 34 lata temu .Z Jej  śmiercią nie mogłam się pogodzić, więc  zaczęłam szukać wszelkich informacji przybliżających mi ten temat. Religia katolicka, w której byłam wychowana, nie dawała mi zadowalających odpowiedzi. Przeczytałam mnóstwo książek z tej dziedziny,  poznawałam różne koncepcje filozoficzne i religijne. Zaczęłam interesować się ezoteryką., nauczyłam się medytacji. Nieco później przyszły przeczucia, z czasem doświadczenia „nieznanego”.

Wiedzą tą i moimi doświadczeniami dzieliłam się z niewielką liczbą ludzi. Dziś pomyślałam, że będę się tym dzielić na większą skalę. Na moim blogu dodałam nową kategorię –  „Zycie po życiu” .Mój blog ma połączenie ze stroną Domu Natury na face– booku, dotrą więc te wiadomości do większej grupy ludzi. Postanowiłam też pisać posty na stronie „Życie po życiu „, na której pisała Pani Lucyna, a także na stronie „Czytelnicy Nieznanego Świata ” . Wszak od prawie 20 lat prowadzę spotkania” Klubu Przyjaciół Nieznanego Świata” w swoim mieszkaniu, w powołanym  przeze mnie   Domu Natury..

Ta wiedza musi być rozpowszechniana. Nadaje ona sens naszemu życiu i daje tak potrzebną nadzieję …..

Barbara

Moje miłe klientki .

Większość moich klientów to kobiety Najczęściej   młode , ładne, zdolne, trochę zagubione .  Mają po 30 ,40 i 50 lat . Najwięcej jest tych około 40. To czas ważnych rozliczeń ze sobą, z czasem . Czas zastanowienia się nad dotychczasowym życiem, chęć wprowadzenia zmian. Większość z Nich pragnie zmian, ale równocześnie boją się zmian. To zupełnie naturalne. Niemal wszystkie mają problem z akceptowaniem siebie, cechuje je poczucie niskiej wartości, a przecież są młode i piękne, często bardzo dobrze wykształcone. Niektóre mają za sobą nieudane związki, dzieci  inne ciągle szukają odpowiedniego partnera, męża i pragną założyć rodzinę . Zmęczone dotychczasową pracą, szukają nowych możliwości   zawodowych. . Budzę w Nich poczucie własnej wartości, towarzyszę w odkrywaniu samych siebie, pomagam odnaleźć sens życia , uczę dystansu do siebie i otoczenia , otwieram  na duchowe ścieżki.

Cieszę się, gdy pojawia się na ich twarzach uśmiech, którego brakowało na początku wizyty. Bardzo je wszystkie lubię i życzę im wszystkiego najlepszego.

Poniższy obraz jest dla Was  .Symbolizuje dwie pasujące do siebie połowy, może dwie bliźniacze dusze , może odkrycie w sobie siły , może po prostu radość .

Barbara

Potrzebuję siebie samej !

Potrzebuję siebie samej ,tak bardzo jak nikogo na świecie .

Gdy to piszę,  łzy spływają mi po policzkach .

To znak ,że dotknęłam mojej najgłębszej prawdy.

Nigdy dotąd tak o sobie nie myślałam,

Nie miałam odwagi tak pomyśleć.

Zawsze inni byli dla mnie ważniejsi .

Rodzina, Mama, Tata ,Siostra, potem Mąż ,Dzieci ,Przyjaciele, Inni Ludzie …. .Bóg

Z czasem kolejność zmieniała się . ..Rodzice zmarli, ale nadal byli bardzo ważni .mąż i dzieci wysunęli się na pierwszy plan…. Bóg !

Z czasem na pierwszym miejscu był Bóg …,a potem znowu ludzie ,bliźni .

To już było lepiej ,ale ja ciągle na samym końcu .

I wreszcie przyszło zrozumienie Pierwszego z Dziesięciorga Przykazań

” Kochaj Pana Boga swego ,z całego serca swego ,z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego, jak siebie samego .

A więc Bóg ,potem bliźni i potem ja ?

Nie … najpierw mamy kochać Boga ,potem siebie, a bliźniego ,jak siebie samego .

Kochać siebie samego ?

Znów nie miałam na to odwagi.

Znów upłynęło trochę czasu .

Kochać Boga . Dalekiego, abstrakcyjnego ?

A może kochać Boga ,który jest przecież we mnie. ?

A więc ja jestem boska ?

Znów brak odwagi ,aby to przyjąć ….

Dziś wiem ,że potrzebuję siebie najbardziej ,tej zjednoczonej z Bogiem w miłości , gdy zatraca się przepaść pomiędzy Bogiem i mną  ,że jesteśmy Jednią  z Bogiem i ze wszystkimi ludźmi ..

Potrzebuję siebie samej ,aby realizować siebie, wędrować swoją drogą ,odnajdować Boga w sobie ,tworzyć tak jak On, kochać tak jak On. Potrzebuję na to czasu i przestrzeni .Muszę być w tym sama ze sobą. Dużo, długo … wtedy przychodzi zrozumienie , wtedy przejawia się tworzenie. Wtedy wiem ,że jestem Jednią z Bogiem .

Potem mogę wyjść do ludzi ,aby się tym dzielić .

Wypływam na powierzchnię !

Wypływam na powierzchnię zachłannej wody zdarzeń..

Wypływam na powierzchnię, powracam do swych marzeń.

Tonęłam w powodzi ludzi, spotkań , wizyt i wyjazdów.

 

Jeszcze trochę, a straciłabym oddech i utonęła. na płytkiej wodzie .

Dziękuję wszystkim za urocze dni majowe, przepełnione gwarem, śmiechem i biesiadą ,ale…

Potrzebuję oddechu samotności, duchowości i twórczości.

Wybaczcie, gdy powiem ” Nie ” na jakieś miłe zaproszenie, bo..

Muszę powiedzieć „Tak” zmęczonemu ciału i  stęsknionej  duszy..

Od dwóch dni, rankiem,wypływam na środek jeziora.

Szmaragdowa woda chłodzi moje przegrzane ciało i umysł.

Dokoła zieleń lasów, nade mną błękit nieba i złoto słońca .

Moja dusza raduje się i każe mi śpiewać pieśń dziękczynną.

Płynę wodą ,lasem ,niebem . do słońca .

Nasycam się wolnością.

.Moja wolność,twórczość ,duchowość to mój chleb codzienny

Ludzie są  moim masłem od święta.

Tonęłam ostatnio w maśle

Muszę odwrócić proporcje, bo się rozchoruje .

Wybaczcie !

Wrócę do Was niebawem.

Basia

 

Kształtowanie rzeczywistości .

Od paru lat korzystam z wiedzy zawartej w Transerfingu Rzeczywistości . Jest to oczywiście  jedna z wielu dróg poszerzających naszą świadomość . Może nie najłatwiejsza, ale skuteczna .

Vadim Zeland twórca tej metody, opiera się na różnych źródłach mądrości .Wprowadza jednak nowe nazewnictwo,  z którym trzeba się oswoić . Ten nowy język ma tą zaletę, że brzmi współcześnie .

Do niedawna korzystałam z transerfingu, jako narzędzia, wyciągając jedną z 78 kart, na których znajdują się zasady  i ich wyjaśnienie. Formułowałam w myślach problem i czytałam odpowiednią danej karcie treść, zawartą w książce załączonej do kart .

Poznałam jednak inny sposób korzystania z kart. Formułuję problem, następnie  wyciągam jedną kratę ,która poinformuje mnie o  przyczynie  zaistniałego problemu, a drugą na rozwiązanie problemu.

Ten sposób pracy,  jest znacznie trafniejszy .

Nie jest jednak łatwo zrozumieć dany przekaz, jeśli nie zna się ogólnej idei transerfingu i poszczególnych zasad . Można je poznać studiując książkę dołączoną do kart, lub czytając inne książki  Zelanda dotyczące transerfingu. Ja zdecydowanie polecam ksiażkę z kartami .

Zapraszam też na prowadzone przeze mnie sesje transerfingu . Moja wieloletnia praktyka w tej dziedzinie, pozwala mi na precyzyjne wyjaśnienie odpowiedzi jaką zawiera dana karta .Potrafię ją też właściwie zinterpretować, dla danej osoby i jej problemu.  Osoby które miały okazje skorzystać z takiej sesji  były bardzo zadowolone .

Barbara Mroczkowska

„Twoja wewnętrzna moc.”

Studiuję nadal Hunę z książki ” Szaman miejski”

Dziś parę słów o mocy .

Wszyscy mamy w sobie moc. Swoją wewnętrzną moc .

Zapominamy  jednak o tym. Poszukujemy mocy na zewnątrz . Przypisujemy ją Bogu , Aniołom ,czy świętym. Czasem  zachwyci nas jakiś człowiek, może sportowiec, może  biznesem, czasem  ktoś z naszego otoczenia.

O tym, że my sami mamy moc  – zapominamy lub w nią nie wierzymy . Zresztą jest nam ona skutecznie odbierana przez różne instytucje …

Tymczasem jest nam ona dana przez Stwórcę.

Mamy ją w sobie i mamy prawo z niej korzystać .

Jak mamy z niej korzystać,  jeśli nie ufamy sobie i nie wierzymy, że  ją posiadamy ?

Pierwszą więc sprawą, jest przyjąć ,że ją mamy , od urodzenia , od zawsze .

Jak ją w sobie obudzić ?

Polecałabym proste ćwiczenie z lustrem .

Stańmy przed lustrem i spójrzmy sobie prosto w oczy . Patrzmy dość długo.To niesamowite, ile nam może powiedzieć o nas samych, nasze odbicie. Nasze oczy, to lustra naszej duszy . Nasz nastrój może się zmieniać .Początkowo trudno jest spojrzeć sobie w oczy .Pomału oswajamy się , robi nam się smutno, nawet mogą spłynąć łzy. Potem może zrobić się wesoło . Będziemy się śmiać ,robić jakieś śmieszne miny.

Dobrze jest powiedzieć do siebie. „To ja” .” Ja jestem” .

Można zapytać:”  Kim jestem?”

Można okazać sobie uczucie ,takie jakie czujemy w danej chwili ,

Powiemy, być może:  ” Nie lubię Ciebie  lub „Lubię Ciebie,” To lubię może zamienić się w „Kocham Ciebie” „Szanuję Ciebie” ,”Podobasz mi się” .

Warto powiedzieć sobie potem ,albo od razu ” Mam moc . Mam w sobie moc. Jestem silna.”

W tej książce nie ma akurat opisanego doświadczenia z lustrem .

Ja je stosuję czasem z samą sobą lub z klientami .

Zastosowałam je właśnie mówiąc do siebie ” Mam moc”

Początkowo mówiłam to, bez większego przekonania , jednak w miarę powtarzania tego krótkiego zdania , stawałam się coraz silniejsza, a w  moim oczach pojawił się wyraz oczu ,tygrysa ,czy lwa …Och, jaka  poczułam się mocna !

.Jak szamanka ,jak Boginka …