Niezwykłe ustawienia wg.Berta Hellingera

W sobotę 13 stycznia 2018 roku odbyły się pierwsze w tym roku warsztaty ustawień wg Berta Hellingera.

Zajmuję się ustawieniami od 10 lat .Prowadzę je dość regularnie raz w miesiącu w Poznaniu i Wrocławiu . Wszystkie ustawienia są niezwykłe pod każdym względem, a przede wszystkim niezwykle skuteczne w rozwiązywaniu wielu problemów i uzdrawiania wszelkich relacji, problemów osobowościowych. zdrowotnych ,materialnych, zawodowych itp .

Od pewnego czasu prowadzę ustawienia w taki sposób, że reprezentanci nie są informowani werbalnie o tym kogo reprezentują .Ta informacja jest przekazywana  mentalnie i energetycznie . Uczestnicy warsztatów nie wiedzą też, czego dotyczy problem .To wie tylko klient i terapeuta, czyli w tym przypadku ja . Jak to jest możliwe ? Trzeba tego doświadczyć, aby zrozumieć ,że jest to możliwe. Tłumaczenie słowne nie jest w stanie tego oddać, więc nie będę tego robić. Więcej informacji na ten temat znajdą Państwo na stronie Terapie, podstrona Ustawienia wg .Hellingera

Ustawienie, które pragnę opisać, dotyczyło scalenia poszczególnych części pewnej  osoby . Klientka powiedziała mi, że czuje się niekompletna. Że nie ma kontaktu ze swoim ciałem, z sercem. Jedynie ma kontakt z umysłem. Zapytałam, co rozumie pod pojęciem  serca. Powiedziała, że jest to dla niej siedlisko miłości. Zapytałam, czy czuje kontakt z Duszą .Odpowiedziała, że wcale nie czuje kontaktu z Duszą . ” A z Bogiem ? ” zapytałam .” Też nie” – padła  odpowiedź .

Zaproponowałam jej ustawienie, które umożliwi jej połączenia wszystkich aspektów jej istoty .

Wybrałyśmy reprezentantów do tego ustawienia . Oni  na poziomie świadomym, nie wiedzieli kogo reprezentują, ale na energetycznym i duchowym – tak .

Oto reprezentanci :

– Ula – ta konkretna osoba – klientka

– Ciało ( Uli )

-Umysł

-Emocje

-Serce

-Dusza

-Bóg

Reprezentanci kręcili się po pokoju dość chaotycznie .

Osoba reprezentująca Duszę – czuła się bardzo osłabiona i osunęła się na krzesło.Przez  cały czas patrzała w kierunku okna, nie zauważając nikogo. W pewnym momencie powiedziała ,że chiała by opuścić ten pokój i znaleźć się gdzieś na oknem .

Ciało błąkało się po pokoju i próbowało dołączyć do Uli . Umysł za to zdecydowanie od tył podszedł do Uli  i mocno uchwycił ją za ramiona.

Osoba reprezentująca emocje, chodziła niespokojnie po pokoju Czasem składała ręce, jak do modlitwy,aby po chwili je  rozłoźyć. Serce stało dość bezradnie. Bóg stał spokojnie i z powagą patrzał na wszystkich .

Nagle zaczęło się jakieś połączenie, najpierw dwóch, potem trzech osób. Inicjatorem tego połączenia było Serce . Początkowo utworzyły się dwie grupy. W pewnym momencie, chyba na skutek delikatnej interwencji Boga, grupy te się połączyły w jedną.

Niezwykłym  doświadczeniem było  obserwowanie tego   jak poszczególne części osoby Uli, zachowywały się zgodnie z tym, co czuła Ula i o czym mi powiedziała przed ustawieniem Obie z Ulą obserwowałyśmy to, co się działo.  Byłyśmy bardzo wzruszone i w kluczowych momentach wymieniałyśmy porozumiewawcze spojrzenia. W końcu, wszyscy skupili się razem na środku  pokoju. Zaproponowałam, aby reprezentantka Uli i sama Ula stanęły po  środku  tulącej się do siebie grupy. Stali długo. Na tym zakończyłam ustawienie.

Było to dla mnie mistyczne ustawienie. Byłam w stanie wielkiego uniesienia i wzruszenia. Ula także .Potem powiedziałam wszystkim osobom, kogo reprezentowali .Byli zdumienie i dopowiadali jeszcze, co czuli .

Mam nadzieję, że Ula czuje się dobrze i wierzę, że w Jej życiu pojawią się wielkie i wspaniałe zmiany .

Do zobaczenia na kolejnych ustawieniach .

Barbara – terapeutka

 

 

 

 

Ciało

Odwaga i moja książka .

Odwaga…Czy jestem odważna? Dziś zadałam sobie to pytanie, po przeczytaniu postu mojej córki Magdaleny . Mówi w nim odważnie o swoich przemyśleniach, inspirując innych  do zmian w życiu, mówi o sobie, ale dla innych staje się inspiracją.

Zastanawiam się ,czy ja jestem odważna, w tej kwestii .Czasem tak ,czasem nie . Dość dużo publikuję informacji na face booku , takich prostych ze swojego życia, ale także przemyślenia, wiersze ,obrazy ,zdjęcia. Inspiruję ludzi na warsztatach ,które prowadzę, podczas terapii indywidualnej .

Na zdjęciu jestem szczęśliwa podpisując na swoim koncercie płytę z moimi piosenkami ,którą odważyłam się nagrać , wydać i podzielić się nią ze światem. Wiem ,że jeszcze mam wiele do zaofiarowania, jednak gdzieś podskórnie budzą się jakieś wątpliwości.

Czasem zastanawiałam się, czy może jako osoba mocno dojrzała i jako profesjonalny terapeuta, zbyt śmiało odkrywam swoją drugą ( a może pierwszą twarz ) – twarz artystki, twarz osoby prywatnej ,rodzinnej refleksyjnej ,ale też bardzo wesołej . A tu dziś znajduję tekst Magdy , który całkowicie zaprzecza takiemu myśleniu .Dziękuję Ci Magduś! Rozproszyłaś dziś we mnie resztki jakiś bezsensownych,głupich wątpliwości.

 

 

 

Jestem przecież ” Kolorowa łąka”

 

 

 

 

 

Jest we mnie jeszcze tyle niewypowiedzianych słów ,niewyśpiewanej muzyki ,nie namalowanych obrazów i niewydanych książek . I tu dotykam sedna, na dzień dzisiejszy.   Troszkę sobie pisałam w życiu, jak dotąd do szuflady, a raczej do nowocześniejszej  szuflady – do komputera.  Moja najważniejsza książka mówiąca o moich doświadczeniach duchowych, mająca już kilka ,a może kilkanaście rozdziałów – jest w tym komputerze

W lecie 2016 roku wyjechałam specjalnie sama na tydzień ,aby ją pisać. Potem kontynuowałam pisanie na kolejnych wakacjach z mężem i nagle wszystko utknęło. Dlaczego ? Zabrakło mi odwagi . Dlaczego ? Piszę  w tej książce o wydarzeniach w moi życiu, duchowej natury .Autentycznych na jawie ,we śnie ,w wizjach ,czasem proroczych – różnie .Niektóre są  tak niezwykłe,że   jest mi samej trudno uwierzyć, że miały miejsce. Teraz jest, jakby, w tej dziedzinie, u mnie większy spokój. Wiem, że tamte wydarzenia, były mi dane po to, abym uwierzyła całkowicie i bez wątpliwości  w duchowy świat i tak się stało .

Teraz pojawiły się wątpliwości, czy ludzie mi uwierzą , czy nie wyjdę na jakąś nawiedzoną babę, czy to jest dobre pod względem literackim ,kto to będzie czytał itd . itp

A tu nagle, podczas  krótkich, zimowych wakacjach z mężem, na które nie wzięłam komputera,  zdarzyło się znów coś niezwykłego. Niezwykły sen mojego męża -niedowiarka spowodował, że znów  zaczęłam myśleć o mojej książce . Sen i sprzężone z nim wydarzenia w rzeczywistości, są niezwykłe i godne opisania.

A ustawienia wg .Hellingera, które prowadzę niemal co miesiąc ,od 10 prawie lat. Przecież podczas każdego ustawienia dzieją się cuda !

A zdarzenia podczas sesji uzdrawiania duchowego, jakie prowadzę !

Na to przyszedł jeszcze ten tekst Magdy.

Mam poczucie, że z dołu i z Góry jestem przywoływana znów do kontynuowania mojej opowieści. Zdradzę Wam, tym cierpliwym ,co przeczytają cały ten tekst, jaki jest roboczy tytuł tej książki.

 

 

„Anioły, duchy i ja ”

 

 

 

A może taki już zostanie?

Wasza Basia- pisarka .

Noc z przesłaniem

Noc bezsenna-

-noc bezcenna

 

 

Leżę w ciszy mojego domu.

Nie mogę spać . Czy wstać?

Usadowić się w fotelu i medytować ?

Spojrzeć przez okno, czy śnieg  pada ?

Otworzyć okno, posłuchać, jak noc gada.

A może wyjść na krótki spacer nocny?

Może blask gwiazd, będzie pomocny?

 

 

 

 

Może włączyć  lampkę i napisać coś?

Może przyjdzie wena,

Miły, nocny gość !

A może poleżeć w ciszy, pomyśleć , pomarzyć ?

O tym,co pięknego może się przydarzyć!

Nie ma się co martwić!

Ciało odpoczywa, ja je uzdrawię…

A może w pół śnie, wpół na jawie

Dotrze do nas pieśń  duszy ?

Może nas tak poruszy, tak wzruszy ,że …

Łzy ciepłe zmoczą poduszkę .

W końcu zasnę…

może spotkam wróżkę ?

Kiedyś tak bardzo chciałam spać,

ale przestałam się bać,że …

rano nie zechcę wstać , że…

będę zmęczona i tego co trzeba nie wykonam.

Nauczyłam   się tego ,że..

nie ma tego złego…

Noc bezsenna – noc bezcenna

Noc bez spania – Aniołów przesłania .

 

 

Miłej nocy !

Basia

Herbaciane róże -wierszyk świerszczyk .

To będzie wierszyk,  leciutki jak świerszczyk

co gdzieś w kąciku, jak  zegar tyka –

tak muzyka.

Herbaciane, duże ,piękne, sztuczne róże

na mojej szyi .

 

 

 

Herbaciane, świeże róże, nieduże , w kryształowym wazonie

na fortepianie .

 

 

Herbaciane róże rozjaśniają  szarą jesień za oknem

 

i półmrok pokoju o piątej herbacianej godzinie

 

 

 

 

 

Szklanka herbaty ,złociste kwiaty,

…herbaty i róż aromaty …wszystko przeminie. .

.ale póki róże w wazonie , nikt we łzach nie tonie ,

Herbaty szklanka ,lub filiżanka , herbatnik złoty doda ochoty .

 

 

Złotych, herbacianych snów.

Basia

Koncert urodzinowy

W moje urodziny zorganizowałam sobie koncert moich własnych piosenek.

W koncercie towarzyszyła mi moja rodzina i przyjaciele. Aktywny udział miała moja córka Magda, mój syn Michał i mój wnuk Mikołaj .Najstarszy syn Rafał filmował cały koncert. Magda z Michałem śpiewali w kilku refrenach, Mikołaj grał na perkusji, a dwóch  przyjaciół wzmacniało mój akompaniament gitarowy i fortepianowy.

 

 

 

 

Mikołaj w tym przypadku odpoczywa, a gra ze mną Andrzej

 

 

 

Taki wspaniały tort dostałam od grupy przyjaciół, moich wielkich fanów .Płonął, gdy wjeżdżał na salę.

 

 

 

 

Takim wieńcem z róż w barwach jesieni ,udekorowała mnie moja przyjaciółka Hania.

 

 

 

 

 

Największym prezentem, jaki sobie zrobiłam na te urodziny, było nagranie płyty z moimi piosenkami .

Nagrał je i pilotował cały proces ich powstania ,syn Michał .

 

 

 

 

 

Poznałam radość i satysfakcję jaką daje podpisywanie własnej płyty i obdarowywanie nią przyjaciół.

 

 

 

 

 

Nasza wspólna radość z moją córką, która śpiewa, komponuje, pisze ,koncertuje i wydaje drugą swoją płytę. Moja radość, moja chluba i duma , wielka satysfakcja z tego, że idzie śladem moich pasji  i jeszcze dalej, przekształcając je w zawód .

Ponadto największa moja przyjaciółka i pokrewna dusza.

 

 

Na dziś tyle .Zapewne jeszcze wrócę do tego zdarzenia ,które napełniło mnie radością, satysfakcją i wielkim  spełnieniem .

Wasza Basia Kochana

Okrągłe urodziny.

Zbliżają się moje urodziny.

Nie będę zdradzać które, powiem tylko, że ważne.

Większość kobiet w moim wieku, nie obwieszcza tego całemu światu. Mi samej trudno uwierzyć ,że mam już tyle lat.

Ja jestem dumna z mojego wieku, wdzięczna Stwórcy, że dał mi tyle wspaniałych lat, tyle wspaniałych ludzi, zdarzeń, radości, smutków i doświadczeń, dzięki którym wzrastałam.

Dostałam wiele talentów, za które jestem  niezmiernie wdzięczna i które staram się wykorzystywać i dzielić się nimi z ludźmi.

Jestem szczęśliwa, że całe życie śpiewałam, pisałam, komponowałam, a od paru lat maluję. Jestem szczęśliwa, że mogłam się spełniać w różnych zawodach, a obecnie w najważniejszym dla mnie zawodzie – psychoterapeuty i uzdrowiciela duchowego.

Dziękuję Bogu za wspaniałych Rodziców i za to, że pomógł mi stworzyć moją własną Rodzinę . Dziękuję za licznych życzliwych ludzi, za przyjaciół  wśród których mam niejedną bratnią duszę.

Pojutrze, w wigilię moich urodzin, będę śpiewać i grać moje piosenki na moim  koncercie, który zatytułowałam „Obrazy życia”, tak jak moją płytę.

Wyciszona i pełna refleksji

Basia

Idę do przodu, pomimo trudności.

Idę do przodu dosłownie i w przenośni. Pomimo trudności, trudnych, zaskakujących wydarzeń, które zburzyły spokój i radość, pomimo smutnych wiadomości ,że ktoś z przyjaciół odszedł w ostatnią drogę.

Taki był ten mój week-end.

A jednak pomimo tych wydarzeń, które na parę godzin wytrąciły mnie z równowagi ,idę dalej do przodu. Nie załamałam się ,wręcz przeciwnie czuję się silniejsza. Trochę boli mnie noga, trochę kuleję, więc biorę kijki i wędruję. Myślę,że ten ból powstał z tych emocjonalnych i mentalnych powodów .Mam nadzieję, że osiągając pełny spokój i równowagę przestanę kuleć. A jeśli nie, to też to zaakceptuję i będę szła  dalej w moim rozwoju i rozumieniu.

W te trudne dni wieczorem słuchałam nauk ( satsangów) Moogie.go .Bardzo mi one pomogły. Słucham zresztą jego nauk ,także w dobre dni.

Uczę się oddawać wszystko Opatrzności, puszczać rzeczy,  nawet te, które są dla mnie tak bardzo ważne, do których jestem, tak bardzo przywiązana . Czasem trudno jest je puścić ,wydaje się ,że bez nich nie damy rady, nie będziemy mogli żyć. A tym czasem jak to się uda ,żyje się nam lepiej ,łatwiej ,dużo lżej.

Właśnie udało mi się, coś ważnego dla mnie,puścić .Coś na czym tak bardzo mi zależało. Puściłam, oddałam Bogu, naprawdę byłam gotowa zupełnie z ” tego ” zrezygnować i cóż..najpierw pojawiła się ulga i spokój ,a potem …. coś niesamowitego, pojawiła się jakaś nowa siła aby, dalej mój zamiar realizować, ale to jest już zupełnie inna jakość.  To było tak, jakbym była „testowana’ i dobrze przeszła” test” i pojawiła się nagroda w postaci siły do dalszej realizacji mojego zamiaru ,ale bez parcia ,bez konieczności, od tak po prostu z lekkością .

Pojawiło się światło !

Nie wiem ,czy zostałam dobrze zrozumiana przez wszystkich ,ale to nie ma znaczenia.

Ja po prostu miałam potrzebę podzielić się tym doświadczeniem, może ktoś zrozumie o czym mówię, może komuś moje doświadczenie pomoże.

Dobranoc

Basia

 

Uzdrawianie duchowe

 

Zgłosiła się do mnie niedawno klientka,która poprosiła o sesje uzdrawiania duchowego . Korzystała już u mnie z takiej sesji i po dłuższym czasie chciała ponownie z niej skorzystać, ponieważ taka forma terapii najbardziej jej służy.

Ucieszyłam się bardzo, bo w ostatnim miałam niewiele takich sesji. Moją pracę terapeutyczną zdominowały ustawienia wg.Hellingera, co też mnie cieszy i daje dużo satysfakcji.

Jak przebiega taka sesja i jaki jest skutek jej działania ?

Na początku prowadzę z klientem bardzo krótką rozmowę wprowadzającą.

Nie wysłuchuję długich  opowieści klienta dotyczącej jego problemu. Im mniej mówimy tym lepiej. Klient sam wie po co przyszedł .Ja nie muszę nawet wiedzieć. Im mniej słów tym skuteczniejszy „zabieg” .

Na początku sesji włączam muzykę relaksacyjną i  proszę Siłę Wyższą o prowadzenie i o najczystszą energię, która ma uzdrowić wszystkie aspekty życia klienta. On sam po cichu wyrażą prośbę dotyczącą jakiejś konkretnej sprawy ,czy dolegliwości.

Potem leciutko wodzę dłońmi po aurze klienta , a intuicja mnie prowadzi . Celem zabiegu jest przywrócenie właściwego przepływu energii i usuniecie blokad . To tak z energetycznego punktu widzenia . To co „dzieje ” się w aurze, zachodzi równocześnie w ciele fizycznym. Poprawia się samopoczucie, ustępują bóle i inne dolegliwości. Zwiększa się siła życiowa. Czujemy napływ energii ,ale równocześnie spokój. Odczucia  są indywidualne i każdy może czuć inaczej.

Potem siadam na przeciwko klienta i ponownie powierzam jego istotę Wyższej Sile Duchowej. Wyobrażenie Boga i jego pojmowanie przez ludzi różni się, dlatego używam tu takiego ogólnego terminu .Są osoby ,które wierzą w pomoc Anioła Stróża , czy innego Anioła ,modlą się do Chrystusa, Matki Boskiej ,czy też uznają za Siłę Wyższą Buddę, czy Wyższe Ja. Nazwa i wyobrażenie jest indywidualne dla każdego.

Ten czas, to najważniejsza część sesji. Wibracja naszej energii znacznie się podnosi i staje się subtelna.  Ludzie  uzyskują wówczas głębszy wgląd w swoją sytuacje życiową, zaczynają rozumieć siebie i innych i przechodzą często osobistą , pozytywną zmianę. Czasem odczuwają to jak „uniesienie” ,ekstazę ,lub   błogostan lub po prostu dobrze się czują.  Ten stan sprzyja uzdrawianiu ciała na wszystkich poziomach fizycznym, emocjonalnym, mentalnym i duchowym.

Po „zabiegu”  klient może posiedzieć jakiś czas spokojnie, wypić wodę . Potem możemy rozstać się w ciszy lub poprowadzić krótką rozmowę,w której dzielimy się swoimi odczuciami .

Zapraszam

Barbara- uzdrowicielka duchowa.

 

 

 

 

„Gdy już znajdziesz swoją drogę, miej odwagę popełniać błędy. „

To cytat z „Bridy” Paulo Coelho.

Czy odnalazłam swoją drogę?

To ciągle jest wiele dróg równoległych, prowadzą jednak w tym samym kierunku- odnalezienia siebie, odnalezienia  światła w sobie.

Czy mam odwagę popełniać błędy?

Popełniam je z odwagą ,lub z powodu jej braku .

Wiem, że chcę iść swoją drogą, ale po tej drodze spotykam ludzi, którzy idą w innym kierunku , lub w podobnym, ale z większą siłą. Wówczas , aby się z nimi nie zderzyć lawiruje, omijam ich .Czasem jest to dobre dla obu stron, ale czasem w tym labiryncie gubię się ,tracę siłę, gubię swoją drogę ,gubię siebie i muszę się zatrzymać. Zatrzymać się złapać oddech, równowagę ,aby ruszyć dalej. Nie chcąc nikogo po drodze niszczyć, czasem niszczę samą siebie.

A do tego wszystkiego Ci ludzie, to najczęściej najbliższe mi osoby .

Wiem, że to wszystko doświadczenia, że dostaję je od Boga ,  losu… po to abym wzrastała .

Wiem też, że uczą mnie pokory. Wówczas, gdy wydaje mi się ,że już tyle wiem, potrafię poradzić innym, jak to żyć z dystansem do sytuacji, do samego siebie . Wtedy los,  Bóg ,moja Dusza ,Wyższa Jaźń  ” rzuca mnie na kolana” i znów muszę się dźwignąć  i zaczynać ..od początku ?

Nie, już nie od początku, ale od tego miejsca na mojej drodze, w którym potknęłam się o ‚kamienie”

Wstaję więc powoli, ostrożnie na osłabione nogi , idę się umyć w strumieniu , zaczerpnąć świeżej wody . Prostuję się ,patrzę w niebo , otwieram ramiona do słońca lub deszczu , proszę drzewa o siłę  i ruszam dalej swoją drogą .Mam świadomość napotkania zakrętów, pójścia za fałszywym drogowskazem , zmęczenia i niewygody w podróży, ale idę .

Idę naprzeciw swojemu przeznaczeniu .

Basia

O nieciekawych dniach i o tym w co mam ochotę się ubrać !

Kochani !

Wszyscy lubimy interesujące, pełne ciekawych zdarzeń dni. Jesteśmy mile podekscytowani ” coś ” się dzieje.

Potem jednak pojawiają się dni nieciekawe, spokojne ,trochę nudne.

Nie bójmy się takich dni . To nic ,że nam się nic nie chce, na nic nie mamy ochoty. Takie dni też są potrzebne. Potrzebne dla naszej regeneracji ,dla odzyskania równowagi, dla odpoczynku.

Czasem próbujemy na siłę coś robić, ale nic nam nie wychodzi . Obwiniamy się o lenistwo ,a tym czasem po pewnym czasie takiego letargu, zaczynają do nas docierać informacje z naszego wnętrza. Zaczynamy coś ‚przerabiać” ,coś rozumieć ,nad czymś się zastanawiać. Potem pojawiają się jakieś pomysły, plany ,twórcze działania.

Piękny czas .W „biegu” i chaosie nic nie stworzymy.

Wiem to już od dość dawna ,a jednak  takie spokojne dni ,czasem budzą mój  niepokój i zastanawiam się ,czy może już nie mam tyle siły, pewno się starzeję, jestem bezproduktywna, może niepotrzebna i … po jakimś czasie nagle coś do mnie zaczyna docierać.. jakaś ciekawa myśl, spostrzeżenie, zrozumienie .

Dziś rano obudziłam się ze słowem „urzeczywistnienie” . Poruszyło mnie to O co chodzi ?. Co mam urzeczywistnić? Jeszcze tego nie rozumiałam ,ale już wiedziałam ,że „się budzę” ,ze czas letargu się kończy.

Potem były zwykłe poranne, rutynowe zadania, ale ta myśl mnie nie opuszczała, gdzieś ” podskórnie” cały czas była ze mną .

Nagle przyszło olśnienie! Co mam urzeczywistnić?

Samą siebie .

Jak? W jakim aspekcie?

W każdym – trwał mój wewnętrzny dialog z samą sobą.

W każdym to znaczy..?

W materialnym ,mentalnym, emocjonalnym ,duchowym .

Aha w materialnym ,tu przyszła prozaiczna myśl o tym w co się ubiorę w sobotę na ślub i wesele w rodzinie. Czy modrakową sukienkę ? .Jakie do niej włożę buty? Może trzeba kupić nowe? Czy nałożyć kapelusz z różą w koralowym kolorze?

I co ? Zaczęłam działać ,przymierzać ,to z tym , a tamto do tego .

To też było twórcze i pobudziło moją wyobraźnie i energię .

Chciałabym się ubrać ,tak jak mi się podoba, nie koniecznie tak jak by tego oczekiwało otoczenie. Przecież przez strój wyrażamy swoją osobowość i indywidualność. Z racji ,wieku, pozycji ciotki i figury takiej a nie innej, oraz tak zwanej powszechnie przyjętej elegancji powinnam być ubrana zupełnie inaczej niż mam ochotę.

Ale przecież ja mam się urzeczywistnić.

Opiszę Wam mój strój i to jak się w nim czułam na ślubie i  weselu .

Ale nie napisze Wam co o tym myśleli inni . A niech tam ….

Napiszę też o moim urzeczywistnieniu w pozostałych aspektach.

Basia