„Satori”- gra psychologiczna Radykalnego Wybaczania

Zapraszam na sesje indywidualne z psychologiczna grą Radykalnego Wybaczania- „Satori”

Satori to znaczy – oświecenie. Może to zbyt szumne określenie, może lepiej będzie brzmiało słowo zrozumienie, świadomość , czy wgląd.

Nazwa to zresztą rzecz umowna. Ważne , że uczestnicząc w tej planszowej grze, w ciekawy sposób dochodzimy do sedna naszych problemów , uświadamiamy sobie nasze blokady i przekonania. W grze może brać udział kilka osób ,ale ja ostatnio korzystam z niej podczas indywidualnych sesji z klientami. Pozawala to na głębsze dotarcie do przyczyn problemów. Oczywiście nie jest to tylko rzucanie kostką i przesuwanie pionka po planszy i wykonywanie poleceń związanych z danym polem. Każdy ruch jest omawiany i z każdego ruchu wynika coś konstruktywnego. Terapeuta poznaje klienta, wyjaśnia niejasne sprawy, a klient poznaje sam siebie i to jest najcenniejsze.

Po za samopoznaniem ,dochodzi też do spojrzenia na problem z wyższej, duchowej perspektywy, co pozwala na wybaczenie sobie i innym.

Osoby, które ” przeszły” przez całą grę, której „przerobienie ‚ trwa około 1.5 godziny czują się uwolnione i opuszczają gabinet w radosnym nastroju.

Zapraszam ,to naprawdę działa.

 

Barbara

 

Terapia prowadząca do rozwoju świadomości i kształtowania rzeczywistości.

Każdy rodzaj terapii, dobrze prowadzonej powinien prowadzić do rozwoju świadomości i kształtowania rzeczywistości. Czy jednak zawsze tak jest? Z doświadczenia terapeutycznego wiem, że nie zawsze. Często ludzie zgłaszający się z jakimś problemem, mają bardzo zawężoną percepcje rzeczywistości , co pogłębia właśnie ich problem. Widzą rzeczywistość bardzo subiektywnie, przez pryzmat własnego, bolesnego doświadczenia. Jest to powszechne i całkowicie zrozumiałe zjawisko. Tak działa nasza psychika. Większość osób zgłaszających się do terapeuty, pragnie porozmawiać o swoich problemie, ponarzekać na los i okoliczności, wobec których czują się bezradni. Od terapeuty często oczekują gotowej recepty na ich problem. Terapeuta idąc za opowieścią klienta, słucha cierpliwie i ze współczuciem i wielu klientów tego właśnie oczekuje, zrozumienia, współczucia, kilku rad dobrej „cioci, czy wujka”. Czasem to pomaga i wystarczy, aby klient odszedł spokojniejszy i chętnie wrócił za jakiś czas, po nowe dobre słowa, po zrozumienie i wysłuchanie jego opowieści. Nie neguję takiego podejścia i sama tak się czasem, jako terapeuta, zachowywałam. Po paru wizytach, gdy klient nabrał zaufania ,można było próbować zmienić sposób postrzegania problemu, nadając mu szerszy kontekst. Zdecydowanie szybciej, często boleśniej ,ale radykalnie i skutecznie „otwiera oczy ” terapia Berta Hellingera. Dotąd byłam zdecydowanym zwolennikiem stosowania jej podczas warsztatów. Można ją jednak z dobrym skutkiem stosować indywidualnie przy pomocy figurek, lub kartek. Ja pracuję stosując kartki. Jak to praktycznie wygląda? Klient przedstawia swój problem, a następnie na kartkach pisze imiona osób zaangażowanych w problem, lub inne słowa odpowiednio do problemu n.p.słabość, lęk, radość, czy w wyborze np. pracy, czy domu podaje odpowiednie nazwy.

Następnie staje przed daną kartką , lub naprzeciwko kartki w zależności od potrzeb sytuacji i co interesujące zaczyna odczuwać emocje osób, których imiona napisane są na kartkach, lub swoje emocje … wobec osób których imiona napisane są na kartkach.

Aby w to uwierzyć, trzeba to przeżyć. Podobnie jak z ustawieniami na warsztatach. Najważniejsze, że ta metoda działa.

Nie wszystkie osoby są jednak zdecydowane na terapię Hellingera. Dlatego bardzo mi zależy, aby korzystając z innych metod podczas terapii indywidualnej ,nie ograniczać się jedynie do wysłuchania klienta i podaniu mu kilku dobrych rad.

Terapia będzie skuteczna, jeśli osoba z niej korzystająca zrozumie coś więcej . Dotrze głębiej do swojej psychiki i potrafi spojrzeć z dystansem na swój problem, by zobaczyć go w innym świetle i zrozumieć dlaczego się pojawił i czego ma nauczyć, na co zwrócić uwagę. Po uzyskaniu głębszego wglądu w siebie i w sytuacje, można wyciągnąć wnioski z każdego doświadczenia i tak kształtować swoją rzeczywistość, aby była dla nas przyjazna .

O metodach jakie w tym celu stosuję napiszę następnym razem .

Zapraszam do mojego gabinetu .

Barbara Mroczkowska

 

 

Moje spojrzenie na terapie.

Jestem terapeutą od kilkunastu lat. Nie jest to całe życie, ale jest to kawałek mojego dojrzałego życia, pełnego różnego rodzaju doświadczeń . Poprzednio byłam nauczycielką , wychowawczynią ,żoną, matką ,teraz także babcią. Przedtem córką, siostrą, kuzynką ,ciocią itp. Pełniłam więc w życiu wiele ról, jak każdy z nas. Mam za sobą trzy porody, cztery śmierci najbliższych osób , które pielęgnowałam w chorobie . Wiele przyjaźni, miłości niespełnionych i spełnionych. Tak jak wiele dojrzałych kobiet.

W dawnych czasach starsze kobiety były bardzo poważane, one wiedziały, znały życie i doradzały młodszym. Nie było terapeutów. Tą rolę pełnili właśnie starsi w rodzie. Mężczyźni i kobiety. Na szczęście jest tak jeszcze w wielu rodzinach i to jest wspaniałe. Niestety w wielu rodzinach, tak nie jest. Czasy zmieniły się. Życie nabrało tempa, pogoń za karierą, pieniędzmi i czasem za nie wiadomo czym, odmienił obraz rodziny. Upadły autorytety , nie ma czasu pielęgnować przyjaźni , zanikają tradycje rodzinne.

Młodzi ludzie początkowo z wyboru, potem często z konieczności żyją samotnie. Z wygodnictwa nie chcą mieć dzieci i rodzina pomału się rozpada. To pesymistyczne stwierdzenie natychmiast muszę zastąpić wspaniałym przykładem rodzin wielodzietnych z wyboru. Właśnie przed chwilą dowiedziałam się że znajoma terapeutka urodziła piąte dziecko, ze świadomego wyboru. Podziwiam, ale nie koniecznie zachęcam, aż do piątki, bo to już jest prawdziwy heroizm.

Po co ten przydługi wstęp ? Otóż po to ,aby uświadomić sobie i Państwu potrzebę istnienia terapeuty we współczesnym świecie. Powiecie, banał. Wszyscy to wiedzą. Tak wiedzą .Dla mnie jako terapeuty to wspaniałe ,niełatwe i zaszczytne zadanie. Próbuję temu sprostać jak najlepiej potrafię. Zapewne nie każdemu mogę pomóc, zresztą ta pomoc ma polegać na tym ,aby mój klient mógł sobie pomóc sam. Ta pomoc to pokazanie możliwych rozwiązań, a jeszcze lepiej jeśli klient sam do nich podczas terapii dojdzie. Rola terapeuty jest pokazanie drogi do realizacji celów, to zaoferowanie wędki, a nie ryby .

Mówimy o drodze do celu, do optymalnych rozwiązań problemów, a często klienci nie potrafią nazwać problemu, a co do celu… często nie mają celu. Szukamy więc wspólnie. Towarzyszę moim klientom w ich drodze do samopoznania. To piękna rola i dająca wiele satysfakcji.

Zapraszam

Barbara