Potrzebuję siebie samej !

Potrzebuję siebie samej ,tak bardzo jak nikogo na świecie .

Gdy to piszę,  łzy spływają mi po policzkach .

To znak ,że dotknęłam mojej najgłębszej prawdy.

Nigdy dotąd tak o sobie nie myślałam,

Nie miałam odwagi tak pomyśleć.

Zawsze inni byli dla mnie ważniejsi .

Rodzina, Mama, Tata ,Siostra, potem Mąż ,Dzieci ,Przyjaciele, Inni Ludzie …. .Bóg

Z czasem kolejność zmieniała się . ..Rodzice zmarli, ale nadal byli bardzo ważni .mąż i dzieci wysunęli się na pierwszy plan…. Bóg !

Z czasem na pierwszym miejscu był Bóg …,a potem znowu ludzie ,bliźni .

To już było lepiej ,ale ja ciągle na samym końcu .

I wreszcie przyszło zrozumienie Pierwszego z Dziesięciorga Przykazań

” Kochaj Pana Boga swego ,z całego serca swego ,z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego, jak siebie samego .

A więc Bóg ,potem bliźni i potem ja ?

Nie … najpierw mamy kochać Boga ,potem siebie, a bliźniego ,jak siebie samego .

Kochać siebie samego ?

Znów nie miałam na to odwagi.

Znów upłynęło trochę czasu .

Kochać Boga . Dalekiego, abstrakcyjnego ?

A może kochać Boga ,który jest przecież we mnie. ?

A więc ja jestem boska ?

Znów brak odwagi ,aby to przyjąć ….

Dziś wiem ,że potrzebuję siebie najbardziej ,tej zjednoczonej z Bogiem w miłości , gdy zatraca się przepaść pomiędzy Bogiem i mną  ,że jesteśmy Jednią  z Bogiem i ze wszystkimi ludźmi ..

Potrzebuję siebie samej ,aby realizować siebie, wędrować swoją drogą ,odnajdować Boga w sobie ,tworzyć tak jak On, kochać tak jak On. Potrzebuję na to czasu i przestrzeni .Muszę być w tym sama ze sobą. Dużo, długo … wtedy przychodzi zrozumienie , wtedy przejawia się tworzenie. Wtedy wiem ,że jestem Jednią z Bogiem .

Potem mogę wyjść do ludzi ,aby się tym dzielić .

Odwaga i moja książka .

Odwaga…Czy jestem odważna? Dziś zadałam sobie to pytanie, po przeczytaniu postu mojej córki Magdaleny . Mówi w nim odważnie o swoich przemyśleniach, inspirując innych  do zmian w życiu, mówi o sobie, ale dla innych staje się inspiracją.

Zastanawiam się ,czy ja jestem odważna, w tej kwestii .Czasem tak ,czasem nie . Dość dużo publikuję informacji na face booku , takich prostych ze swojego życia, ale także przemyślenia, wiersze ,obrazy ,zdjęcia. Inspiruję ludzi na warsztatach ,które prowadzę, podczas terapii indywidualnej .

Na zdjęciu jestem szczęśliwa podpisując na swoim koncercie płytę z moimi piosenkami ,którą odważyłam się nagrać , wydać i podzielić się nią ze światem. Wiem ,że jeszcze mam wiele do zaofiarowania, jednak gdzieś podskórnie budzą się jakieś wątpliwości.

Czasem zastanawiałam się, czy może jako osoba mocno dojrzała i jako profesjonalny terapeuta, zbyt śmiało odkrywam swoją drugą ( a może pierwszą twarz ) – twarz artystki, twarz osoby prywatnej ,rodzinnej refleksyjnej ,ale też bardzo wesołej . A tu dziś znajduję tekst Magdy , który całkowicie zaprzecza takiemu myśleniu .Dziękuję Ci Magduś! Rozproszyłaś dziś we mnie resztki jakiś bezsensownych,głupich wątpliwości.

 

 

 

Jestem przecież ” Kolorowa łąka”

 

 

 

 

 

Jest we mnie jeszcze tyle niewypowiedzianych słów ,niewyśpiewanej muzyki ,nie namalowanych obrazów i niewydanych książek . I tu dotykam sedna, na dzień dzisiejszy.   Troszkę sobie pisałam w życiu, jak dotąd do szuflady, a raczej do nowocześniejszej  szuflady – do komputera.  Moja najważniejsza książka mówiąca o moich doświadczeniach duchowych, mająca już kilka ,a może kilkanaście rozdziałów – jest w tym komputerze

W lecie 2016 roku wyjechałam specjalnie sama na tydzień ,aby ją pisać. Potem kontynuowałam pisanie na kolejnych wakacjach z mężem i nagle wszystko utknęło. Dlaczego ? Zabrakło mi odwagi . Dlaczego ? Piszę  w tej książce o wydarzeniach w moi życiu, duchowej natury .Autentycznych na jawie ,we śnie ,w wizjach ,czasem proroczych – różnie .Niektóre są  tak niezwykłe,że   jest mi samej trudno uwierzyć, że miały miejsce. Teraz jest, jakby, w tej dziedzinie, u mnie większy spokój. Wiem, że tamte wydarzenia, były mi dane po to, abym uwierzyła całkowicie i bez wątpliwości  w duchowy świat i tak się stało .

Teraz pojawiły się wątpliwości, czy ludzie mi uwierzą , czy nie wyjdę na jakąś nawiedzoną babę, czy to jest dobre pod względem literackim ,kto to będzie czytał itd . itp

A tu nagle, podczas  krótkich, zimowych wakacjach z mężem, na które nie wzięłam komputera,  zdarzyło się znów coś niezwykłego. Niezwykły sen mojego męża -niedowiarka spowodował, że znów  zaczęłam myśleć o mojej książce . Sen i sprzężone z nim wydarzenia w rzeczywistości, są niezwykłe i godne opisania.

A ustawienia wg .Hellingera, które prowadzę niemal co miesiąc ,od 10 prawie lat. Przecież podczas każdego ustawienia dzieją się cuda !

A zdarzenia podczas sesji uzdrawiania duchowego, jakie prowadzę !

Na to przyszedł jeszcze ten tekst Magdy.

Mam poczucie, że z dołu i z Góry jestem przywoływana znów do kontynuowania mojej opowieści. Zdradzę Wam, tym cierpliwym ,co przeczytają cały ten tekst, jaki jest roboczy tytuł tej książki.

 

 

„Anioły, duchy i ja ”

 

 

 

A może taki już zostanie?

Wasza Basia- pisarka .

Idę do przodu, pomimo trudności.

Idę do przodu dosłownie i w przenośni. Pomimo trudności, trudnych, zaskakujących wydarzeń, które zburzyły spokój i radość, pomimo smutnych wiadomości ,że ktoś z przyjaciół odszedł w ostatnią drogę.

Taki był ten mój week-end.

A jednak pomimo tych wydarzeń, które na parę godzin wytrąciły mnie z równowagi ,idę dalej do przodu. Nie załamałam się ,wręcz przeciwnie czuję się silniejsza. Trochę boli mnie noga, trochę kuleję, więc biorę kijki i wędruję. Myślę,że ten ból powstał z tych emocjonalnych i mentalnych powodów .Mam nadzieję, że osiągając pełny spokój i równowagę przestanę kuleć. A jeśli nie, to też to zaakceptuję i będę szła  dalej w moim rozwoju i rozumieniu.

W te trudne dni wieczorem słuchałam nauk ( satsangów) Moogie.go .Bardzo mi one pomogły. Słucham zresztą jego nauk ,także w dobre dni.

Uczę się oddawać wszystko Opatrzności, puszczać rzeczy,  nawet te, które są dla mnie tak bardzo ważne, do których jestem, tak bardzo przywiązana . Czasem trudno jest je puścić ,wydaje się ,że bez nich nie damy rady, nie będziemy mogli żyć. A tym czasem jak to się uda ,żyje się nam lepiej ,łatwiej ,dużo lżej.

Właśnie udało mi się, coś ważnego dla mnie,puścić .Coś na czym tak bardzo mi zależało. Puściłam, oddałam Bogu, naprawdę byłam gotowa zupełnie z ” tego ” zrezygnować i cóż..najpierw pojawiła się ulga i spokój ,a potem …. coś niesamowitego, pojawiła się jakaś nowa siła aby, dalej mój zamiar realizować, ale to jest już zupełnie inna jakość.  To było tak, jakbym była „testowana’ i dobrze przeszła” test” i pojawiła się nagroda w postaci siły do dalszej realizacji mojego zamiaru ,ale bez parcia ,bez konieczności, od tak po prostu z lekkością .

Pojawiło się światło !

Nie wiem ,czy zostałam dobrze zrozumiana przez wszystkich ,ale to nie ma znaczenia.

Ja po prostu miałam potrzebę podzielić się tym doświadczeniem, może ktoś zrozumie o czym mówię, może komuś moje doświadczenie pomoże.

Dobranoc

Basia

 

Uzdrawianie duchowe

 

Zgłosiła się do mnie niedawno klientka,która poprosiła o sesje uzdrawiania duchowego . Korzystała już u mnie z takiej sesji i po dłuższym czasie chciała ponownie z niej skorzystać, ponieważ taka forma terapii najbardziej jej służy.

Ucieszyłam się bardzo, bo w ostatnim miałam niewiele takich sesji. Moją pracę terapeutyczną zdominowały ustawienia wg.Hellingera, co też mnie cieszy i daje dużo satysfakcji.

Jak przebiega taka sesja i jaki jest skutek jej działania ?

Na początku prowadzę z klientem bardzo krótką rozmowę wprowadzającą.

Nie wysłuchuję długich  opowieści klienta dotyczącej jego problemu. Im mniej mówimy tym lepiej. Klient sam wie po co przyszedł .Ja nie muszę nawet wiedzieć. Im mniej słów tym skuteczniejszy „zabieg” .

Na początku sesji włączam muzykę relaksacyjną i  proszę Siłę Wyższą o prowadzenie i o najczystszą energię, która ma uzdrowić wszystkie aspekty życia klienta. On sam po cichu wyrażą prośbę dotyczącą jakiejś konkretnej sprawy ,czy dolegliwości.

Potem leciutko wodzę dłońmi po aurze klienta , a intuicja mnie prowadzi . Celem zabiegu jest przywrócenie właściwego przepływu energii i usuniecie blokad . To tak z energetycznego punktu widzenia . To co „dzieje ” się w aurze, zachodzi równocześnie w ciele fizycznym. Poprawia się samopoczucie, ustępują bóle i inne dolegliwości. Zwiększa się siła życiowa. Czujemy napływ energii ,ale równocześnie spokój. Odczucia  są indywidualne i każdy może czuć inaczej.

Potem siadam na przeciwko klienta i ponownie powierzam jego istotę Wyższej Sile Duchowej. Wyobrażenie Boga i jego pojmowanie przez ludzi różni się, dlatego używam tu takiego ogólnego terminu .Są osoby ,które wierzą w pomoc Anioła Stróża , czy innego Anioła ,modlą się do Chrystusa, Matki Boskiej ,czy też uznają za Siłę Wyższą Buddę, czy Wyższe Ja. Nazwa i wyobrażenie jest indywidualne dla każdego.

Ten czas, to najważniejsza część sesji. Wibracja naszej energii znacznie się podnosi i staje się subtelna.  Ludzie  uzyskują wówczas głębszy wgląd w swoją sytuacje życiową, zaczynają rozumieć siebie i innych i przechodzą często osobistą , pozytywną zmianę. Czasem odczuwają to jak „uniesienie” ,ekstazę ,lub   błogostan lub po prostu dobrze się czują.  Ten stan sprzyja uzdrawianiu ciała na wszystkich poziomach fizycznym, emocjonalnym, mentalnym i duchowym.

Po „zabiegu”  klient może posiedzieć jakiś czas spokojnie, wypić wodę . Potem możemy rozstać się w ciszy lub poprowadzić krótką rozmowę,w której dzielimy się swoimi odczuciami .

Zapraszam

Barbara- uzdrowicielka duchowa.

 

 

 

 

Indie- Riszikesz

Riszikesz

12 luty-3 marca 2017

To miejsce, w którym spędziłam z moja córką Magdaleną cudowny czas. Miasto rozrzucone na obu brzegach Gangesu, na przedgórzu Himalajów. Jest we mnie to miejsce i to, co  się tam wydarzało. Jest to miejsce  w mojej pamięci, moim sercu i moim ciele zapisane  szmaragdowo- błękitnym atramentem wód tej świętej rzeki. Jeszcze nie umiem o nim pisać, choć pisałam codziennie na miejscu, jeszcze to się musi uleżeć, a może jutro siądę i zacznę pisać o tym książkę, a może nie napisze jeszcze nic ,lub niewiele. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Będzie, jak ma być. Tego się właśnie nauczyłam  w tym czasie. Nie przywiązania.  Jestem  głęboko wzruszona, gdy to piszę. Czy już się nauczyłam, czy raczej dopiero się uczę ? Wiem ,że jest to proces, ale wiem, ,że on się zaczął. Indie, Riszikesz, Ganges,   nasz wspólny wolny czas,spotkani ludzie Hindusi i wszelkie rasy z całego świata, a przede wszystkim Mooji .

To tyle na dziś.

Kocham Was

Basia

„Tyle dni minęło,tyle marzeń, tylu ludzi przeszło, tyle zdarzeń”

W tytule słowa piosenki, którą może znacie. Pasuje mi ten tekst do tego wpisu . Oddaje on dokładnie to, co zdarzyło się ostatnio w moim życiu. W Wielką Sobotę przyjechała na dwa tygodnie moja córka Magda z dziećmi. Samo to zdarzenie niesie ze sobą mnóstwo pozytywnych emocji i dynamiczne życie. Święta… wiadomo okres spotkań rodzinnych, spacery, rozmowy. Po świętach ..niezwykły czas dla mnie i dla Magdy. Dzieci już są samodzielne i mądrzejsze. Dzięki temu mamy dużo więcej czasu dla siebie. Możemy porozmawiać po każdym posiłku przy wspólnym stole. Możemy spędzać sporo czasu na rozmowach o rzeczach, którymi obie się interesujemy, o sprawach życiowych ,twórczych i duchowych, o planach na przyszłość, marzeniach. Pod koniec pierwszego tygodnia miały miejsce dwa, ważne dla nas, wydarzenia. Piątkowy koncert Magdy w „Naszym Klubie” , przy ulicy Woźnej ,oraz warsztaty Shakti Dance- Jogi tańca prowadzone przez Magdę w sobotę . Koncert Magdy, warsztaty Magdy i można by pomyśleć, że dotyczyły jedynie jej . Tak nie jest ,jak zapewne wie każda matka, mająca dobry kontakt z córką. Mamy to szczęście ,że mamy te same zainteresowania i to co robi jedna z nas ,drugą porusza niemal w tym samym stopniu. Podczas koncertu ,który udało mi się zorganizować, chłonęłam całą sobą muzykę Magdy, którą znam bardzo dobrze i często jestem jej pierwszym odbiorcą. Na koncert zaprosiłyśmy sporo znajomych, życzliwych nam ludzi, a więc było to też spotkanie towarzyskie , które wszystkim obecnym sprawiło dodatkową przyjemność.

W warsztatach jogi tańca prowadzonych przez Magdę uczestniczę zawsze ,gdy jestem z nią, czy to w Polsce ,czy w Anglii . Sama ćwiczę w domu wybrane ćwiczenia jogi ,głównie tak zwane rytuały tybetańskie, więc jestem dość elastyczna . Lubię też swobodny taniec i piękną muzykę, oraz duchowe przesłania jakie niesie z sobą Shakti Dance. Znów więc jesteśmy razem .

Tym razem warsztaty miały szczególny ,duchowy wymiar. Warsztaty te odbywały się w Centrum Jogi Harmonia. W zeszłym roku w sierpniu ,byłyśmy na obozie jogi w Łazach, gdzie poznałyśmy założycielkę  ” Harmonii’ Anię i jej córkę Ewę. Ania od kilku lat walczyła z rakiem, stosując wszelkie możliwe metody konwencjonalne i alternatywne. Niestety w sobotę przed warsztatami Magdy dowiedziałyśmy się od Ewy ,że jej mama Ania jest w hospicjum ,że nie ma już z nią kontaktu i jej dni ,a nawet godziny są policzone. Ewa pojechała do hospicjum ,a my rozpoczęłyśmy warsztaty. Magda prowadziła je bardzo spokojnie i pięknie. Podczas warsztatów jedna z uczestniczek Zosia ,znająca dobrze Anię, zaproponowała, aby wspólnie przekazać Ani ,dobre myśli i wsparcie. Pod koniec zajęć dotarła do nas wiadomość ,że Ania odeszła na drugą stronę. Byłyśmy ogromnie poruszone .Mamy nadzieję ,że odrobina naszego światła rozjaśniła jej drogę do Domu.

Ania wypełniła swoją życiową misję ,jaką było stworzenie Centrum . Jej córka Ewa ,przygotowana przez matkę przez lata, może kontynuować jej dzieło.

To w tym całym smutku ,piękny obraz planu, jaki Bóg miał wobec nich.

Oby o każdej śmierci ,można było tak powiedzieć.

Z zadumą

Basia

Inspiracje świadomości w „Magazynie Shaumrby”

A grudniu zeszłego roku wyszedł pierwszy numer polskiej wersji Magazynu Shaumbry . Dotychczas mogliśmy jedynie korzystać z przekazów zamieszczanych w internecie na stronie www.shaumbra.pl ,którą też polecam . Kilka lat temu pojawił się na spotkaniu  Poznańskiego  Klubu Przyjaciół Nieznanego Świata w moim domu – niezwykły gość. Młody pełen uroku mężczyzna, który opowiadał interesująco o sobie, swoim życiu i rozwoju. To on podał nam stronę internetową Shaumbry.

Z ciekawością zajrzałam tam zaraz po zakończeniu spotkania. Tej nocy bardzo późno poszłam spać, bo długo czytałam  kolejne przekazy  Tobiasza. Odnalazłam tam nowe spojrzenie na świat, które czułam w sobie od dawna. Z radością odkryłam ,że jest mnóstwo ludzi, którzy myślą podobnie jak ja i to zbiorowisko ludzi przyjęło nazwę Shaumbra. Przeczytałam wszystkie przekazy ,jakie się od tamtej pory ukazały, a potem z niecierpliwością czekałam ,aż pojawią się nowe. Szczególnie odpowiadały mi przekazy Tobiasza, oraz niektóre Saint Germain, oraz innych mistrzów.

Pierwszy zjazd polskiej Shaumbry odbył się w Broku, koło Warszawy. Postanowiłam tam pojechać. Było nas około 80 osób z całego kraju. Spędziliśmy razem cztery dni na warsztatach ,prezentacjach, wykładach, powstających „na poczekaniu”. Po prostu dzieliliśmy  się swoją wiedzą, doświadczeniami. Poznałam tam wiele bardzo interesujących ludzi. Niektórych znałam z innych warsztatów, na których byliśmy wspólnie wcześniej.

Wracałam uskrzydlona.

Nadal czytałam przekazy Shaumbry, ale w pewnym momencie ,gdy zostały już tylko przekazy od Adamusa Saint Germaina ,którego channelerem jest Geoffrey Hoppe ,coraz rzadziej zaglądałam na stronę. Nie odpowiada mi forma amerykańskiego show , a w takiej formie wiedzę  przekazuje Geoffrey.

Bardzo się więc ucieszyłam, gdy przyjaciółka przyniosła na spotkanie klubowe pierwszy numer czasopisma. Lubię tradycyjną ,papierową formę książek i czasopism. Pismo to, ma być wydawane co dwa miesiące. Jego forma jest bardzo elegancka na kredowym papierze, z ładnymi zdjęciami.

Najważniejsza jest jednak treść. Jest tam kilka artykułów , wszystkie godne przeczytania. Poczułam się zaraz jak w domu. Autorzy artykułów mówią o świadomości, o jej rozwoju, o przekraczaniu granic. O tym, że to co niemożliwe , może stać się możliwe,  jeśli tylko nasza świadomość to przyjmie. Niby nic nowego. Ci którzy pracują nad rozwojem świadomości to wszystko wiedzą. Pisze o tym Zeland w Transerfingu rzeczywistości, pisze Dawid Hawkins , Jannette Crowley i wielu innych channelerów i light workerów .Wczoraj wieczorem przeczytałam kilka artykułów ,a ostatni pt „Dopuszczając niemożliwe” Brigit Junker trafił mi mocno do serca, tak że miałam potem ciekawe sny ,a nad ranem wizje.

We śnie pojawiła mi się duża i gruba księga oprawiona w skórę i bardzo ozdobna .Wyraźnie zobaczyłam tytuł: ” Księga mojego życia” .

Nie wiem ,czy to miało znaczyć ,że wszystko nam jest pisane, czy też była to zachęta, może nawet tytuł mojej książki, którą pragnę napisać, a jak dotąd, po za kilkoma próbami jeszcze nie napisałam.

Nad ranem z kolei obudziłam się ze świadomością właśnie tego, że wszystko jest możliwe . Powierzyłam się w głębokiej modlitwie Bogu i poddałam się odczuwaniu energii w ciele. Owładnęło mnie ciepło, spokój i radość. Wiedziałam,czułam ,że moje ciało uzdrawia się na wszystkich poziomach. W tym cudownym stanie miałam wizję przezroczystego naczynia o ładnym kształcie , jakby słoja, czy wazonu o trzech ścianach. Pomyślałam ,że to naczynie,  to ja. Naczynie było puste, ode mnie zależy czym je napełnię, a może raczej ,że jestem naczyniem , które wypełnia Bóg. Potem pojawiła mi się duża ładna, ubrana w  kolorowe ozdoby choinka, stojąca nie daleko mojego łóżka w sypialni .Nigdy w tym miejscu choinka nie stała. Jak zinterpretować pojawienie się choinki.?Choinka to Boże Narodzenie, a więc symbolizuje ona narodziny Boga, narodziny Boga we mnie, w tym akcie oddania. Kolejne narodziny Boga we mnie. Zapewne tak jak wielu z nas, jestem raz bliżej ,raz dalej Boga, czasem w pędzie życia, zapominamy o Nim . Jednak  On jest ciągle obok nas ,jest w nas. Nie zawsze jesteśmy na Niego otwarci, jednak jak nam się uda całkowicie mu zaufać i przywołać w modlitwie ,czy medytacji objawia nam się w taki ,czy inny, symboliczny sposób.Nie zawsze jest to symbol, często działanie, a czasem jedno i drugie. Ja dziś miałam cudowny dzień po tych doświadczeniach.

Życzę Wam podobnych uniesień i spełnionych modlitw.

Barbara

Życie po życiu!

light-goddess_1024x768_13719Wczorajszy i dzisiejszy dzień skłania do refleksji nad przemijaniem. Wspominamy najbliższych, którzy byli z nami ,a już odeszli na tamtą stronę tęczy. Zastanawiamy się nad sensem życia i śmierci. Czy nasze narodziny są początkiem ,a śmierć końcem naszego bytu? Większość z ludzi wierzy, że „coś tam ” jeszcze jest. Są też sceptycy, którzy uważają ,że wraz ze śmiercią ciała fizycznego kończy się wszystko. Z badań wynika ,że nie stanowią większości. Każdy  człowiek zastanawiał się zapewne nad tym, jak to jest po śmierci i choć chcielibyśmy, aby „coś” było, bardzo boimy się śmierci i często staramy się o niej zapomnieć, nie myśleć , nie mówić. Co ciekawe wielu wierzących i praktykujących katolików   , boi się śmierci i tak naprawdę bardzo wątpi w życie pozagrobowe, choć Chrystus swoim zmartwychwstaniem ,dał dowód na życie wieczne. W innych religiach ,szczególnie w hinduizmie i buddyzmie ,który z niego wyrósł, istnieje wiara w reinkarnację. Wielokrotne powroty duszy na ziemię w różnych wcieleniach są uznawane , lub uważane za prawdopodobne , przez wielu ludzi rozwijających się duchowo, po za religiami.

Napisano na ten temat mnóstwo książek. Wielu ludzi podzieliło się swoimi doświadczeniami . Byli to ludzie ,którzy przeszli przez śmierć kliniczną, ludzie, którzy otrzymywali różną drogą przekazy od bliskich zmarłych.

W mojej podręcznej bibliotece znajduje pozycji na ten temat .Wymienię kilka z nich :

„Nie wszystek umrę” Ian Currie”

„Kto umiera” Stefen Levine

„Życie po drugiej stronie” Sylvia Browne

„Wędrówka dusz” Michael Newton”

„Umarli są z nami” Francois Brune

„Rozmowy ze śmiercią” Jan Van Helsing

Po tym przydługim wstępie powiem o własnych doświadczeniach duchowych.

Moje zainteresowanie tą tematyką zaczęło się bardzo dawno, 30 lat temu ,gdy zmarła moja Mama.

Nie mogłam się pogodzić z jej odejściem. Pomyślałam wtedy” To niemożliwe, aby moja Mama umarła. Wiem ,że wszyscy umierają ,ale moja mama, osoba ,która dała mi życie nie żyje? ”  …..Nie miałam wyboru ,musiałam uwierzyć w życie po tamtej stronie i uwierzyłam całym sercem i duszą. Potem były książki, bardzo ,bardzo  wiele książek na ten temat. Tego rodzaju literatura stała się dla mnie bardzo ważna. Szukałam w niej odpowiedzi na moje pytania ,których było mnóstwo. Sama wiara katolicka w której byłam wychowywana nie dała mi wystarczających odpowiedzi.

Przez tą literaturę rozwinęłam się duchowo. Potem przyszedł czas na medytacje, różne kursy i warsztaty,uzdrawianie,  podróże ,szczególnie podróż do Indii. Powoli zaczynałam mieć własne doświadczenia duchowe. Zaczęłam otrzymywać przekazy, czasem przebłyski jasnowidzenia, choć najczęściej jasno słyszenia , pojawiały się wizje najczęściej podczas medytacji ,czy uzdrawiania duchowego, oraz znaczące sny.

Czułam obecność duchowych istot, moich opiekunów ,aniołów i osób zmarłych szczególnie Mamy i Taty. Te przeżycia były tak piękne, ale też tak osobiste , że trudno mi się nimi dzielić. Czasem osobom bliskim, które czują podobnie mówię o swoich doświadczeniach. Wiele z nich opisałam, tak dla siebie. Czasem myślę o tym, aby to wszystko spisać, byłaby już z tego książka, ale jeszcze do tego nie dojrzałam.

Jakiś czas po przerobieniu kursu  Brusa Moena – przeprowadzałam wielu zmarłych na tamtą stronę. Początkowo niewiele osób mnie o to prosiło ,potem więcej , aż pewnego dnia  miałam wizję. Otwarły się groby i tłumy ludzi szły do mnie po przeprowadzenie, po pociechę. To było bardzo trudne doświadczenie. Przerosło mnie i moją wrażliwość. Poprosiłam Boga ,aby nieco ograniczył mi ten dar jasnowidzenia i jasno słyszenia, że nie dam rady w takim zakresie. Teraz przeprowadzam zmarłych sporadycznie, gdy umrze ktoś znajomy ,gdy dotrze do mnie o tym  wiadomość,  to nawiązuję kontakt z tą osobą i pomagam jej w przejściu ,gdy tego potrzebuje. Także podczas ustawień wg. Hellingera ,którymi się zajmuję ,gdy zachodzi taka konieczność, pomagam pożegnać się i odejść na dobre potrzebującym duszom .

Myślę ,że zdobędę się na odwagę i napiszę co jakiś czas o moich doświadczeniach duchowych.

Z pozdrowieniami

Basia

Wystawa buddyjska w pałacu Działyńskich w Poznaniu.

20140921_114250W ostatni week-end w pałacu Działyńskich można było przez chwilę poczuć się jak w buddyjskiej świątyni.

Na środku sali czerwonej znajdował się ołtarz, ze złotym posągiem Buddy , oraz liczne ,szklane gabloty, w których znajdowały się zdjęcia i precjoza ( pamiątki- perły, może prochy w maleńkich ozdobnych pudełeczkach) należące do światłych mistrzów buddyjskich . Można było skorzystać z błogosławieństwa i pomedytować przy delikatnych i pięknych dźwiękach muzyki , oraz zakręcić modlitewnym młynkiem ,aby zwielokrotnić siłę modlitewnej intencji. Niech buddyści wybaczą mi moje proste słowa, bo brak mi właściwych określeń, jednak to co chcę przekazać to moje odczucia .

Miałam okazję, wraz z moja córką Magdaleną , zwiedzić siedem klasztorów i świątyń buddyjskich na terenach mniejszości tybetańskich ,w południowych Indiach . W naszej pamięci na zawsze pozostanie wspomnienie życzliwości , spokoju i radości witających nas mnichów, od małych chłopców do sędziwych starców. Wszyscy napotkani mnisi pragnęli nam jak najwięcej pokazać ,powiedzieć i nawet poczęstować tym, co aktualnie spożywali. Mam w ustach smak herbaty z mlekiem podawanej podczas nabożeństwa , w uszach dźwięk gongów i instrumentów dętych przypominających wielkie trąby, czy rogi, a w oczach potężny, złoty posąg Buddy, mający chyba z 5 metrów w jednym z klasztorów. Był tak potężny i majestatyczny, że nogi same się uginały do bicia pokłonów.

Dziś wróciły tamte wspomnienia sprzed 14 lat, gdy po przyjęciu błogosławieństwa medytowałam, siedząc w kąciku sali. Po krótkiej chwili moja dusza powędrowała Wyżej, ja trwałam w wewnętrznej ciszy, a po moich policzkach potoczyły się łzy wzruszenia, szczęścia,duchowej ekstazy.

Nie jestem buddystką, ale wierzę, że Bóg jest jeden i sprzyja wszystkim ludziom, których stworzył i błogosławi wszystkim religiom, jakie wyznają ludzie, bo przecież to też jego dzieła. Podobne wzruszenia głębokiej wiary przeżywałam wielokrotnie w naszym kościele katolickim, szczególnie wówczas ,gdy jego pasterzem był święty Jan Paweł Drugi. W Bazylice Narodzenia Jezusa w Betlejem , klęczałam przy ołtarzu z Gwiazdą Narodzenia w głębokim wzruszeniu i czas się tam dla mnie zatrzymał. Czasem podczas głębokiej medytacji pojawia mi się mój Największy Mistrz – Jezus Chrystus. W mojej wizji siedzi na białym ,płaskim kamieniu, przy rwącej ,górskiej rzece. Mam wówczas poczucie całkowitej pełni i nie mam pytań. Wszystko jest w świętym porządku.

Dziękuję.wszystkim Duchowym Mistrzom za przybliżanie nam Nieba

Basia

Moje Anioły.

Są chwile w życiu każdego z nas, że „nie dajemy rady”. Staramy się ze wszystkich sił, a tu „nie wychodzi” Zaczynamy wątpić w siebie, wątpić w ludzi, w sprawiedliwość, w Boga. Przechodzi trudny czas i jest lepiej… do następnego razu i znów wątpimy we wszystko. Może było w nas trochę wiary w Boga, w Anioła Stróża, może w dzieciństwie, może i później, może teoretycznie nadal wierzymy, że „coś” jest. Niestety, często zapominamy o tym, że mamy pomocników, że mamy niewidzialnych Przewodników i nawet nie próbujemy się do nich zwrócić o pomoc. A przecież Oni są ,czy w to wierzymy, czy nie. Są i interweniują w sytuacjach zagrożenia, w sytuacjach ekstremalnych. Każdy z nas zapewne ma takie doświadczenie, lub słyszał o czymś takich. Tak to Bóg urządził. Dał nam wspaniały dar- wolną wolę. Dlatego nie ingeruje w nasze życie, jeśli Go o to nie poprosimy. Ktoś z Was może powie: Cóż Bóg, jeśli w ogóle istnieje, miałby zajmować się sprawami każdego człowieka? Nie będę teraz zaczynała filozoficznych dyskusji na temat istnienia Boga, choć nieraz będziemy rozmawiać i na takie tematy. Dziś powiem tyle. Bóg jest Niepoznawalny, ale możemy poznać Go przez Jego działanie. Istnieje świat duchowy, istnieje wiele istot niewidzialnych, które tak jak Boga, poznajemy po ich działaniu . Wiem, że wiele osób w to wierzy, mało tego, czuje to i tego doświadcza. Ja jestem jedną z nich. Nie znaczy to ,że jestem jakaś nadzwyczajna, że mam niezwykły dar. Ty go też masz. Każdy go ma ,każdemu jest on dany, jednak jeśli go odrzucisz, to go nie rozpoznasz , choćbyś go doświadczył. Czasem, co prawda ,największym niedowiarkom zdarza się cud. Bóg w ten sposób chce dać o sobie znać i wówczas osoby sceptyczne, wierzące tylko w to, co mogą dotknąć, czy zobaczyć – zaczynają wierzyć.

Ja wierzę w istnienie świata duchowego i doświadczam jego pomocy w moim życiu. Zapewne wielu z Was także wierzy i doświadcza. Od dziś zaczynam o tym pisać na moim blogu. Może Wy także napiszecie o tym w komentarzach? Zapraszam .

Dobranoc, jeszcze tylko podziękuję moim Aniołom za pomoc, jakiej doznałam dzisiejszego dnia i za odwagę, z jaką zaczynam otwarcie na ten temat pisać.

Basia

.

.