Życie po życiu!

light-goddess_1024x768_13719Wczorajszy i dzisiejszy dzień skłania do refleksji nad przemijaniem. Wspominamy najbliższych, którzy byli z nami ,a już odeszli na tamtą stronę tęczy. Zastanawiamy się nad sensem życia i śmierci. Czy nasze narodziny są początkiem ,a śmierć końcem naszego bytu? Większość z ludzi wierzy, że „coś tam ” jeszcze jest. Są też sceptycy, którzy uważają ,że wraz ze śmiercią ciała fizycznego kończy się wszystko. Z badań wynika ,że nie stanowią większości. Każdy  człowiek zastanawiał się zapewne nad tym, jak to jest po śmierci i choć chcielibyśmy, aby „coś” było, bardzo boimy się śmierci i często staramy się o niej zapomnieć, nie myśleć , nie mówić. Co ciekawe wielu wierzących i praktykujących katolików   , boi się śmierci i tak naprawdę bardzo wątpi w życie pozagrobowe, choć Chrystus swoim zmartwychwstaniem ,dał dowód na życie wieczne. W innych religiach ,szczególnie w hinduizmie i buddyzmie ,który z niego wyrósł, istnieje wiara w reinkarnację. Wielokrotne powroty duszy na ziemię w różnych wcieleniach są uznawane , lub uważane za prawdopodobne , przez wielu ludzi rozwijających się duchowo, po za religiami.

Napisano na ten temat mnóstwo książek. Wielu ludzi podzieliło się swoimi doświadczeniami . Byli to ludzie ,którzy przeszli przez śmierć kliniczną, ludzie, którzy otrzymywali różną drogą przekazy od bliskich zmarłych.

W mojej podręcznej bibliotece znajduje pozycji na ten temat .Wymienię kilka z nich :

„Nie wszystek umrę” Ian Currie”

„Kto umiera” Stefen Levine

„Życie po drugiej stronie” Sylvia Browne

„Wędrówka dusz” Michael Newton”

„Umarli są z nami” Francois Brune

„Rozmowy ze śmiercią” Jan Van Helsing

Po tym przydługim wstępie powiem o własnych doświadczeniach duchowych.

Moje zainteresowanie tą tematyką zaczęło się bardzo dawno, 30 lat temu ,gdy zmarła moja Mama.

Nie mogłam się pogodzić z jej odejściem. Pomyślałam wtedy” To niemożliwe, aby moja Mama umarła. Wiem ,że wszyscy umierają ,ale moja mama, osoba ,która dała mi życie nie żyje? ”  …..Nie miałam wyboru ,musiałam uwierzyć w życie po tamtej stronie i uwierzyłam całym sercem i duszą. Potem były książki, bardzo ,bardzo  wiele książek na ten temat. Tego rodzaju literatura stała się dla mnie bardzo ważna. Szukałam w niej odpowiedzi na moje pytania ,których było mnóstwo. Sama wiara katolicka w której byłam wychowywana nie dała mi wystarczających odpowiedzi.

Przez tą literaturę rozwinęłam się duchowo. Potem przyszedł czas na medytacje, różne kursy i warsztaty,uzdrawianie,  podróże ,szczególnie podróż do Indii. Powoli zaczynałam mieć własne doświadczenia duchowe. Zaczęłam otrzymywać przekazy, czasem przebłyski jasnowidzenia, choć najczęściej jasno słyszenia , pojawiały się wizje najczęściej podczas medytacji ,czy uzdrawiania duchowego, oraz znaczące sny.

Czułam obecność duchowych istot, moich opiekunów ,aniołów i osób zmarłych szczególnie Mamy i Taty. Te przeżycia były tak piękne, ale też tak osobiste , że trudno mi się nimi dzielić. Czasem osobom bliskim, które czują podobnie mówię o swoich doświadczeniach. Wiele z nich opisałam, tak dla siebie. Czasem myślę o tym, aby to wszystko spisać, byłaby już z tego książka, ale jeszcze do tego nie dojrzałam.

Jakiś czas po przerobieniu kursu  Brusa Moena – przeprowadzałam wielu zmarłych na tamtą stronę. Początkowo niewiele osób mnie o to prosiło ,potem więcej , aż pewnego dnia  miałam wizję. Otwarły się groby i tłumy ludzi szły do mnie po przeprowadzenie, po pociechę. To było bardzo trudne doświadczenie. Przerosło mnie i moją wrażliwość. Poprosiłam Boga ,aby nieco ograniczył mi ten dar jasnowidzenia i jasno słyszenia, że nie dam rady w takim zakresie. Teraz przeprowadzam zmarłych sporadycznie, gdy umrze ktoś znajomy ,gdy dotrze do mnie o tym  wiadomość,  to nawiązuję kontakt z tą osobą i pomagam jej w przejściu ,gdy tego potrzebuje. Także podczas ustawień wg. Hellingera ,którymi się zajmuję ,gdy zachodzi taka konieczność, pomagam pożegnać się i odejść na dobre potrzebującym duszom .

Myślę ,że zdobędę się na odwagę i napiszę co jakiś czas o moich doświadczeniach duchowych.

Z pozdrowieniami

Basia

Wystawa buddyjska w pałacu Działyńskich w Poznaniu.

20140921_114250W ostatni week-end w pałacu Działyńskich można było przez chwilę poczuć się jak w buddyjskiej świątyni.

Na środku sali czerwonej znajdował się ołtarz, ze złotym posągiem Buddy , oraz liczne ,szklane gabloty, w których znajdowały się zdjęcia i precjoza ( pamiątki- perły, może prochy w maleńkich ozdobnych pudełeczkach) należące do światłych mistrzów buddyjskich . Można było skorzystać z błogosławieństwa i pomedytować przy delikatnych i pięknych dźwiękach muzyki , oraz zakręcić modlitewnym młynkiem ,aby zwielokrotnić siłę modlitewnej intencji. Niech buddyści wybaczą mi moje proste słowa, bo brak mi właściwych określeń, jednak to co chcę przekazać to moje odczucia .

Miałam okazję, wraz z moja córką Magdaleną , zwiedzić siedem klasztorów i świątyń buddyjskich na terenach mniejszości tybetańskich ,w południowych Indiach . W naszej pamięci na zawsze pozostanie wspomnienie życzliwości , spokoju i radości witających nas mnichów, od małych chłopców do sędziwych starców. Wszyscy napotkani mnisi pragnęli nam jak najwięcej pokazać ,powiedzieć i nawet poczęstować tym, co aktualnie spożywali. Mam w ustach smak herbaty z mlekiem podawanej podczas nabożeństwa , w uszach dźwięk gongów i instrumentów dętych przypominających wielkie trąby, czy rogi, a w oczach potężny, złoty posąg Buddy, mający chyba z 5 metrów w jednym z klasztorów. Był tak potężny i majestatyczny, że nogi same się uginały do bicia pokłonów.

Dziś wróciły tamte wspomnienia sprzed 14 lat, gdy po przyjęciu błogosławieństwa medytowałam, siedząc w kąciku sali. Po krótkiej chwili moja dusza powędrowała Wyżej, ja trwałam w wewnętrznej ciszy, a po moich policzkach potoczyły się łzy wzruszenia, szczęścia,duchowej ekstazy.

Nie jestem buddystką, ale wierzę, że Bóg jest jeden i sprzyja wszystkim ludziom, których stworzył i błogosławi wszystkim religiom, jakie wyznają ludzie, bo przecież to też jego dzieła. Podobne wzruszenia głębokiej wiary przeżywałam wielokrotnie w naszym kościele katolickim, szczególnie wówczas ,gdy jego pasterzem był święty Jan Paweł Drugi. W Bazylice Narodzenia Jezusa w Betlejem , klęczałam przy ołtarzu z Gwiazdą Narodzenia w głębokim wzruszeniu i czas się tam dla mnie zatrzymał. Czasem podczas głębokiej medytacji pojawia mi się mój Największy Mistrz – Jezus Chrystus. W mojej wizji siedzi na białym ,płaskim kamieniu, przy rwącej ,górskiej rzece. Mam wówczas poczucie całkowitej pełni i nie mam pytań. Wszystko jest w świętym porządku.

Dziękuję.wszystkim Duchowym Mistrzom za przybliżanie nam Nieba

Basia

Moje Anioły.

Są chwile w życiu każdego z nas, że „nie dajemy rady”. Staramy się ze wszystkich sił, a tu „nie wychodzi” Zaczynamy wątpić w siebie, wątpić w ludzi, w sprawiedliwość, w Boga. Przechodzi trudny czas i jest lepiej… do następnego razu i znów wątpimy we wszystko. Może było w nas trochę wiary w Boga, w Anioła Stróża, może w dzieciństwie, może i później, może teoretycznie nadal wierzymy, że „coś” jest. Niestety, często zapominamy o tym, że mamy pomocników, że mamy niewidzialnych Przewodników i nawet nie próbujemy się do nich zwrócić o pomoc. A przecież Oni są ,czy w to wierzymy, czy nie. Są i interweniują w sytuacjach zagrożenia, w sytuacjach ekstremalnych. Każdy z nas zapewne ma takie doświadczenie, lub słyszał o czymś takich. Tak to Bóg urządził. Dał nam wspaniały dar- wolną wolę. Dlatego nie ingeruje w nasze życie, jeśli Go o to nie poprosimy. Ktoś z Was może powie: Cóż Bóg, jeśli w ogóle istnieje, miałby zajmować się sprawami każdego człowieka? Nie będę teraz zaczynała filozoficznych dyskusji na temat istnienia Boga, choć nieraz będziemy rozmawiać i na takie tematy. Dziś powiem tyle. Bóg jest Niepoznawalny, ale możemy poznać Go przez Jego działanie. Istnieje świat duchowy, istnieje wiele istot niewidzialnych, które tak jak Boga, poznajemy po ich działaniu . Wiem, że wiele osób w to wierzy, mało tego, czuje to i tego doświadcza. Ja jestem jedną z nich. Nie znaczy to ,że jestem jakaś nadzwyczajna, że mam niezwykły dar. Ty go też masz. Każdy go ma ,każdemu jest on dany, jednak jeśli go odrzucisz, to go nie rozpoznasz , choćbyś go doświadczył. Czasem, co prawda ,największym niedowiarkom zdarza się cud. Bóg w ten sposób chce dać o sobie znać i wówczas osoby sceptyczne, wierzące tylko w to, co mogą dotknąć, czy zobaczyć – zaczynają wierzyć.

Ja wierzę w istnienie świata duchowego i doświadczam jego pomocy w moim życiu. Zapewne wielu z Was także wierzy i doświadcza. Od dziś zaczynam o tym pisać na moim blogu. Może Wy także napiszecie o tym w komentarzach? Zapraszam .

Dobranoc, jeszcze tylko podziękuję moim Aniołom za pomoc, jakiej doznałam dzisiejszego dnia i za odwagę, z jaką zaczynam otwarcie na ten temat pisać.

Basia

.

.