Wróciłam z raju!

Kochani!

Jak widzicie już jestem, już działam, już piszę.

Byłam z mężem dwa tygodnie na Karaibach, na Gwadelupie, jednej z wysp archipelagu Małe Antyle.

Bajka ,raj , ciepło, słonecznie, zielono i kolorowo.

Ciepły ocean z wielkimi falami, złote plaże z palmami, tropikalne lasy i wielkie wodospady.

30st. w cieniu , ale przepływające chmurki, duża wilgotność i miły wietrzyk łagodzą temperaturę i jest bardzo przyjemnie.

Do tego owoce i warzywa w wielkim wyborze, dojrzewające w tym klimacie, bez konserwantów.

Sympatyczni ludzie ,Kreole, a więc wspaniałe kolorowe mieszanki różnych ras. Sporo Francuzów, bo to departament Francji.

Tyle na dziś ,na początek. Wkrótce zamieszczę zdjęcia.

Aby Wam nie było żal i abyście nie pękli z zazdrości, to Wam powiem, że strasznie mi teraz zimno, że po długiej podróży ( 11 godzin w powietrzu, 20 w podróży) nie mogę przyjść do siebie. Do tego różnica czasu kilka godzin, a więc totalne wygłupienie dla organizmu , kiedy spać,a kiedy wstać. Dziwne, że w tamta stronę, też była zmiana czasu i też długa podróż ,ale jakoś nie narzekaliśmy .

Pozdrawiam Was ciepło i pomimo wszystko mówię Wam ,że nie ma jak w domu.

Owinięta w koc Basia