„Tym którzy lękają się przygody ,mogę jedno powiedzieć; rutyna szybciej zabija” Paulo Coelho

Czy zgadzacie się z tym zdaniem ?

Większość ludzi boi się zmian. Widzą w nich zagrożenie. Nieznane ,niepewne .. może i ciekawe ale …lepiej aby nic się nie zmieniło. Oczywiście jeśli jest nam dobrze ,czujemy się szczęśliwi i spełnieni to wspaniale .Tak trzymać . Często jednak nie jest dobrze, jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia.Mamy dość nudnej pracy, nie lubimy miejsca w którym mieszkamy, związki nie dają satysfakcji ,ale my nic…tkwimy w tej sytuacji ,bojąc się jakiegokolwiek ruchu. Są ludzie odważni, lub bardzo zdeterminowani którzy potrafią rzucić wszystko i podejmują ryzyko. To dla bardzo odważnych, ale co z tymi którzy boją się ryzykować . Nie zawsze trzeba rzucić wszystko, często nie można ,bo przecież żyć trzeba , nie chodzi przecież o to, aby zostać bez pieniędzy, domu ,czy w samotności. Można jednak dokonać wielu zmian w każdej sytuacji. Mogą to być drobne zmiany ,które stopniowo doprowadzą nas do wymarzonego celu. Może to będzie tylko zmiana rutyny. Pójdźmy raz inną drogą do pracy, zjedzmy choćby najskromniejszy posiłek w małej restauracji zamiast  w domu. Spotkajmy się z kimś kogo lubimy ,a dawno, z tak zwanego braku czasu, do tego spotkania nie doszło. Po jakimś czasie okaże się ,że jesteśmy radośniejsi, mamy więcej pomysłów i coraz śmielsze plany. Pomału uwierzymy w to ,że jednak można coś zmienić. Może zamiast kolejnego serialu poczytamy książkę, a potem dojdziemy do wniosku ,że możemy sami napisać książkę. Przecież życie każdego człowieka to opowieść, często ciekawsza niż ta książka, którą czytamy. W taki sposób ze znudzonego ,sfrustrowanego człowieka możemy zmienić się w kreatora swojego życia.

Życzę wszystkim udanego ,kreatywnego życia

Barbara

18.18. albo 11.11 czy lubicie takie „przypadkowe” zbieżności liczb?

Nie jestem numerologiem, ale liczby do mnie przemawiają.

Ten wpis zaczęłam pisać właśnie o 18.18. To dobry znak. Zauważyłam, że takie zbieżności liczb pojawiają mi się wtedy ,gdy jestem ze sobą w harmonii, tak jak by Wszechświat , a może mój Anioł Stróż chciał mi powiedzieć: ” Wszystko jest w porządku” . Zawsze taki widok tych samych cyfr, wprawia mnie w dobry humor.

Ostatnio miałam burzliwy i trudny czas. Sporo „odejść” dookoła mnie. Co prawda jedno tylko dotyczyło mnie osobiście, za to było trudne i bolesne. Czy idee umierają ? Myślę ,że jednak nie. Zmieniają się tylko okoliczności , osoby zaangażowane w tą samą idee. Idee nie mogą umrzeć, mogą za to ewoluować . To tak jak ludzie. My też nie umieramy, tylko zmieniamy postać ,środowisko , wibracje. Jest jednak przy każdym odejściu smutek, potrzebny jest czas żałoby, czas pogodzenia się z nową sytuacją, oswojenia się ze zmianą i akceptacja tej zmiany. Zmiany zawsze zaprowadzą nas dalej ,wyżej , nawet wówczas, gdy początkowo jest to bardzo trudne i wydaje się, że się świat zawalił. On się musi co jakiś czas zawalić, wypalić, aby na jego zgliszczach zbudować coś nowego. Choć to boli, warto pozbyć się złudzeń. Czasem trudno odróżnić co jest złudzeniem, a co prawdą, jednak czas pokazuje prawdę. Złudzenia się rozwiewają, prawda zostaje. Gdy ‚świat się wali” dobrze jest się zatrzymać, zastanowić, czego mnie ta sytuacja ma nauczyć. Często nie od razu rozumiemy „o co chodzi”. Potrzeba trochę czasu. Zatrzymajmy się więc. Ja poszłam dziś do parku. Powierzyłam moje rozgoryczenie drzewom i wodzie, poprosiłam o siłę i opłukanie mnie z rozczarowanie. Potem wróciłam i namalowałam obraz. Dwa słońca, jedno zachodzi, drugie wschodzi, jedno umiera, a drugie się rodzi, ale przecież to jest to samo jedno słońce, które nigdy nie umiera i nigdy się nie rodzi. Jest wieczne, tak jak my i nasze idee.

Zaobserwujcie pojawianie się tych samych cyfr, gdy spojrzycie na zegar. To dobry znak . Pozdrawiam

Basia

Tyle słońca w całym mieście!

Słowami tej piosenki , zaczynałam moje wpisy na blogu. To był maj zeszłego roku. Teraz marzec, aż kipi od słońca i rozjaśnia nam każdy dzień. Z tego powodu ,być może, mam mało klientów. Słońce jest najlepszym terapeutą. Znika depresja, pojawia się pozytywne myślenie. Więc zamiast narzekać na brak pracy, postanowiłam po prostu cieszyć się życiem. Spędziłam dziś całe popołudnie w „miXturze” na pogwarkach z moją kuzynką, pojadając pyszne ,zdrowe potrawy, słuchając dobrej, spokojnej muzyki.

Tyle we mnie chęci obdarowania ludzi swoją energią ,wiedzą,doświadczeniem twórczością muzyczną i literacką. Znam wiele osób, które mają różne talenty, wiedzę i również posiadają potrzebę dzielenia się tym z ludźmi. To piękne, tylko czasem nie wiadomo, jak do tych ludzi dotrzeć, gdzie są Ci , którzy by chcieli korzystać z naszych umiejętności ? I co z tym robić? Czy lepiej zareklamować? Jak sprzedać i za ile ? Czy dawać za darmo? Dla wielu znanych mi osób to jeszcze do tego jest to ich być, albo nie być. Nie mają pracy, lub mają taką która ich wykańcza, nie daje satysfakcji. Poruszają energie, bo to potrafią, modlą się ,czekają cierpliwie, lub nie cierpliwie i … nic, lub bardzo niewiele. Czytają mądre książki : „Sekret”, „Klucz do sekretu” i mnóstwo podobnych pozycji i nadal niewiele zmienia się w ich życiu.

Cóż im powiedzieć, jak doradzić, jak pomóc?

Wiem jedno, nie załamywać się, dalej dążyć do celu, a co zrobić jak cel nie jest jasno sprecyzowany?

Korzystam z wahadła, kart anielskich, modlitwy, medytacji,ustawień, matrycy energetycznej i wielu innych technik i bardzo często to pomaga, ale są sytuacji poruszane wielokrotnie i dzieje się niewiele. Co z tym zrobić?

Jestem terapeutą, chcę pomagać i często to się udaje, czasem jednak nie…A więc poddać się , położyć na fali i płynąć z nurtem z nadzieją ,że dopłyniemy do właściwego brzegu.

Jest na to odpowiedź ” Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by go gonić” Nie o to chodzi ,aby osiągnąć cel, ale by do niego dążyć. Droga jest odpowiedzią. ” Ja jestem drogą” powiedział Jezus Chrystus. Idźmy więc, choć droga niełatwa. Nie jest lekko na tej Ziemi, ale nikt nam nie obiecał, ze będzie łatwo i do tego tą drogę sobie podobno wybraliśmy sami, więc nie ma co narzekać? Trzeba doświadczać i się uczyć, o to chodzi w tym wszystkim.

Cieszmy się więc słońcem, tyle go w całym mieście, a jak przyjdzie deszcz radujmy się nim, bo nareszcie pada.

Dobranoc , miłych snów o szczęściu!

Basia

Czy jestem feministką?

Dyskusja jaka pojawiła, w Domu Natury na face -booku, po ostatnim wpisie Magdaleny, dała mi do myślenia.. Zostałam odebrana, jako feministka, a wcale się feministką nie czuję. Nie podoba mi się tylko to, jak była i niestety jeszcze często jest, traktowana kobieta. I wcale nie uważam ,że kobiety osiągając jakąś pozycje powinny się odgrywać na mężczyznach . O tym matriarchacie , to było tak trochę przekornie i prowokująco. , Całkowicie się zgadzam z Ewą. Nie lubię konkurencji pomiędzy kobietami i mężczyznami o to, kto jest lepszy, bo tu nie ma lepszych i gorszych, wygranych i przegranych . To po prostu są mężczyźni i kobiety . To są ludzie i liczy się to, jakim kto jest człowiekiem ,a nie jakiej jest płci. Dlatego nie jestem feministką, absolutnie nie .Cenię odmienność naszych płci i rolę jaką pełnią w życiu. Są przecież dopełnieniem siebie i tylko wzajemne uszanowanie odmienności, stwarza właściwą płaszczyznę porozumienia i współżycia. Wtedy pojawia się równowaga i harmonia .

Nie, nie jestem feministką. Jestem człowiekiem.

Barbara

 

 

Wolność w związku.

Wszyscy pragniemy miłości, bliskiej osoby, tej jedynej ,tego jedynego.

Początki są ekscytujące. Jesteśmy zakochani, pragniemy kontaktu z Tą ukochaną osobą. Tęsknimy ,gdy jej nie ma obok nas, marzymy, aby była bardzo blisko, jak najbliżej ,ciągle, w nocy i w dzień. Chcemy się przy niej budzić i przy niej zasypiać.

Ta potrzeba bliskości, intymności , ten silny pociąg seksualny, ten zew natury, jest bardzo ważny, dla jednostki, dla rodziny, dla społeczeństwa, dla rasy ludzkiej. Bez tej potężnej siły, trudno byłoby założyć rodzinę i mieć dzieci. Ludzkość by wymarła. Para małżeńska ,rodzicielska, czy tak dziś częsta – partnerska, nie miałby siły na wzajemny, codzienny, niełatwy trud życia, gdyby nie miłość. Nie będę tu opisywała patologicznych związków, gdzie różnie z tą miłością. Porozmawiajmy o normalnym , w miarę prawidłowym związku. Ludzie kochają się ,mają dzieci i teraz szczególnie potrzebne jest uczucie, jednak ono się nieco zmienia, trzeba je dzielić z dziećmi. Dzielić ,czy mnożyć? W prawidłowym związku dzieci łączą, zwiększają ilość miłości. Same potrzebują jej bardzo dużo, ale też ile jej oddają, kochając rodziców bezgranicznie. Cud miłości trwa, miłość dojrzewa i już nie łopocze nam serce na widok ukochanej osoby , jednak pojawia się coś więcej . Zwiększa się odpowiedzialność za siebie, partnera, dzieci. Zależy nam na tym ,aby tworzyć razem rodzinę, mieć wzajemne oparcie, móc na siebie nawzajem liczyć. Staramy się stworzyć dobre warunki dla naszej rodziny.

Dzieci rosną mamy trochę więcej czasu i powstaje w nas naturalna potrzeba „wyjścia ” także poza związek, poza rodzinę, poza pracę. Przypominają nam się niespełnione marzenia, pasje. Zaczynamy je realizować. Wspaniale, tak powinno być, to jest prawidłowy rozwój. Czasem jednak pojawiają się nieznane dotąd problemy. Dzieje się tak ,gdy w jednej z osób budzi się potrzeba samorealizacji, a w drugiej nie . Wówczas często pojawia się obawa, o utratę partnera, zazdrość i chęć ograniczenia tego ,który się „wyrywa” w świat. I tu mamy, jako ludzie dojrzali ogromne możliwości wzrastania. Po pierwsze ,aby wzrastać samemu, a po drugie, aby pozwolić na wzrost i rozwój naszemu życiowemu partnerowi.

Dlatego nie czekajmy z samorealizacją do czasu ,aż dzieci dorosną i wyjdą z domu.

Porozmawiajmy z naszym partnerem już na początku związku, jak chcemy żyć, aby w pełni realizować się jako człowiek. Oczywiście w dobrym związku priorytetem będzie wzajemna relacja i rodzina , potem praca, która zapewni byt, podział obowiązków w domu, a potem nasze pasje ,zainteresowania wspólne ,oraz niezależne. Wymieniam je na końcu, co nie znaczy ,że są mało ważne. Są bardzo ważne i dobrze jeśli są realizowane ,choćby w niewielkim zakresie od samego początku. Oczywiście te pasje mogą być wspólne, co jest szczególnie ważne u par bez dzieci. Dla utrzymania związku konieczny jest wspólny cel, ale ważne są też działania indywidualne, czas dla siebie. W miarę upływu czasu, ten własny czas jest ogromnie ważny. To właśnie danie sobie nawzajem tego czasu, cementuje związek. Nie nastąpi wówczas wypalenie, znudzenie. Robiąc coś czasem tylko dla siebie, wychodząc z domu na zajęcia jogi, aerobiku, na samotny spacer, na ploteczki, czy lekcje języka. Wyjazd tylko w męskim, lub tylko damskim gronie na żagle ,czy narty, udziału w ciekawych warsztatach, w plenerach malarskich .Świat oferuje tyle wspaniałych możliwości. Nie zamykajmy się w domu i nie zamykajmy w domu naszego partnera. U wielu ludzi jest jednak obawa o zdradę. „Puszczę go samego na narty i co będzie, pozna kogoś, a ja ,co będzie ze mną ? Czy też „Będzie śpiewać w chórze i co wyjedzie na występy ,a ten dyrygent ,taki przystojny” I znów problem . Kochani nad wzajemnym zaufaniem też trzeba pracować, od samego początku ,rozmawiać o tym . nie bać się takich tematów i samemu być uczciwym. Niestety jeśli związek kiepski i partnerzy nie są wierni , to jak nie dyrygent, to dentysta będzie dobrą okazją do wyjścia z domu i do zdrady. Paradoksalnie właśnie pary , które nie śledzą siebie nawzajem , mają zaufanie, ale także są interesujące dla partnera, bo coś ciekawego robią , te pary mają największą szanse na przetrwanie. Niestety często nawet w tych dobrych związkach jedna z osób jest zaborcza, przy tym silna i usiłuje nawet nie świadomie podporządkować sobie partnera, lub też inaczej, „wisi” na nim nie mając pomysłu na swoją realizacje. .Nie jest to łatwe i przyjemne . Taka osoba ‚kontrolująca” ,lub „wisząca” , osłabia partnera, czy partnerkę i pozbawia energii życiowej. Na to nie można się zgodzić, dlatego trzeba mieć mocne cele i wielką przebojowość, aby je realizować. Wówczas partner się podda, nie zawsze zrozumie, ale uszanuje. Tak jak zaznaczyłam mówię cały czas o normalnych związkach ,bez patologii.

Dobrze jest, jeśli szanujemy siebie, swoją pracę ,swoje pasje, wtedy otoczenie nas uszanuje, wtedy uszanuje nas człowiek, który jest u naszego boku . Potrzebna jest do tego siła, którą należy w sobie budować. Niestety nasza słabość i spolegliwość w najlepszej nawet wierze czyniona, zostanie wykorzystana ,a nie doceniona. Wspaniale, jeśli możliwa jest rozmowa, jednak często wtedy do głosu dochodzą emocja, pojawiają się jakieś stare żale i z przyjacielskiej pogawędki powstaje kłótnia. Może więc po prostu róbmy swoje, z wewnętrznym przekonaniem ,że to co robimy ma dla nas wartość, lub po prostu sprawia nam przyjemność .Będziemy wtedy spełnieni, szczęśliwi, zdrowi i atrakcyjni dla naszego otoczenia.

Pozdrawiam, życząc wszystkim dużo siły i radości życia.

Barbara

 

 

 

 

 

Nasza strona mówi o nas.

Mamy, jak widzicie nową stronę. Duże to jest przedsięwzięcie. Plan jej utworzenie powstał w naszych umysłach, w czerwcu zeszłego roku. Pół roku trwało zrealizowanie tego projektu. Całe wakacje myślałyśmy o tym, co ma na niej być, jak. ona ma wyglądać i co ma wyrażać. Pierwotnie miała to być strona przeznaczona dla kobiet. Zainspirowała nas strona australijskiej terapeutki Leoni Dawson. Kolorowa, optymistyczna, motywująca kobiety do twórczych działań. To jest to, co robimy same na własny użytek od dawna. To jest to, co robię, jako terapeuta od wielu lat dla moich klientów i przyjaciół i to jest to, co chcemy robić nadal. Robimy to jednak po swojemu, prezentując siebie , jako nie najgorszy przykład kobiet aktywnych i twórczych, dzieląc się swoimi pasjami i przemyśleniami.

Wiele nas łączy, ale równocześnie, każda z nas jest inna i na swój sposób wyraża siebie i na swój sposób inspiruje innych. Po za więzami krwi, łączy nas wielka przyjaźń i zrozumienie. Jesteśmy dla siebie nawzajem inspirujące. Początkowo z racji tego ,że jestem matką Magdy, może ja miałam zasługi w jej wychowaniu. Miałam ten zaszczyt pokazywać jej świat, uczyć pozytywnego spojrzenia na życie, kochać, ludzi, Boga i naturę. Magda była kochanym dzieckiem ,nigdy nie sprawiała mi kłopotów i była promyczkiem w naszym domu, choć i synów nam wspaniałych, Oni byli promykami. Bardzo prędko, właściwie od samego początku ich istnienia, dzieci mnie mobilizowały do nowych działań, swoją ciekawością świata i potem już razem cieszyliśmy się życiem. Czy to tylko moja zasługa? Absolutnie nie, to także wielkie staranie o rodzinę mojego męża, nasze wspólne podróże i nasze wspólne życie. Jednak to co mnie ukształtowało, to moi kochani Rodzice. Rodzice którzy stworzyli dla siebie, dla mnie i dla mojej siostry ciepły, bezpieczny dom. Rodzice, którzy po za pracą, mieli swoje pasje .Mama grała na fortepianie i śpiewała, Tata malował i podróżował. Nasz do był pełen obrazów i muzyki.
To dzięki Nim, ja mogłam stworzyć podobny. Mam zresztą wielkie szczęście mieszkać w tym domu i kontynuować jego dobre tradycje .Miałam dobre wzory, starałam się przekazać je moim dzieciom i one tworzą swoje wspaniałe domy. Teraz pragnę nieś to dalej dla innych ludzi. Nie wszyscy mają takie szczęście jak my, ale każdy może zmienić swój los, jeśli tego bardzo pragnie.

Do tego będziemy Was zachęcać, do tworzenia twórczego radosnego życia, dla siebie i swojego otoczenia. Robimy to podczas naszych warsztatów, koncertów, naszym pisaniem i śpiewaniem, naszym otwarciem na ludzi, Boga i naturę.

Zapraszamy

Basia z Magdą.

 

 

 

 

 

 

Nowy Rok – Nowy Krok!

Kochani witajcie w Nowym Roku!

Czy to możliwe, że już mamy rok 2014 ? Przecież, dopiero co był pamiętny 2012, dopiero co oswoiłam się z pisaniem daty 2013 , a tu już 2014. Czas pędzi w zawrotnym tempie, a przecież go podobno nie ma .Ciekawe, prawda? Nie ma, a pędzi . Jedno jest pewne – to my pędzimy, a czy my jesteśmy, jeśli pędzimy? Chyba wtedy się gubimy, jak za bardzo pędzimy i nas nie ma., a jednak jesteśmy, tylko zagubieni. Jaki stąd wniosek ? Nie pędźmy za bardzo, aby się nie zagubić. Jakoś filozoficznie mnie ten noworoczny czas nastroił. Was zapewne także. Spróbujmy więc zwolnić w tym nowym roku. Niech tam sobie świat pędzi, a my w swoim tempie, trochę szybciej ,lub trochę wolniej byle po swojemu.To trudne. Często łatwiej podążać za tłumem, za obowiązkami, za spełnianiem oczekiwań innych ludzi, za popularnymi przyjemnościami , za powszechnie przyjętymi normami. Trudno jest zdobyć się na własną indywidualną drogę, na swoje tempo. To wymaga odwagi. Szczególnie kobietom jest trudno. Przecież od dziecka uczono nas posłuszeństwa, uległości, a tu nagle mamy iść swoją drogą? Jak tu iść swoja drogą jeśli często nie wiemy jaka ona jest ?

Warto się nad tym zastanowić, zanim zrobimy kolejny krok w nowy rok. Warto pomyśleć, nad tym jaki to ma być krok, ku czemu pragniemy zmierzać? Co chcemy osiągnąć, co zmienić?

Zapewne wiele osób planuje, ma marzenia do zrealizowania, ale sporo ludzi nie zastanawia się nad tym w ogóle i brnie ,trochę na oslep utartymi szlakami.

Są też zapewne tacy, co chcieliby coś zmienić ,coś zaplanować i to krok po kroku realizować.

Mogę Wam w tym pomóc podczas warsztatów planowania na nowy rok.

Zrealizowałam takie warsztaty w zeszłym roku i planuję podobne na początku tego roku. W najbliższych dniach podam terminy i inne informacje.

Pomyślcie, do jakiej grupy ludzi należycie, a do jakiej chcielibyście należeć i odejmijcie właściwe kroki.

Pozdrawiam

Basia

Gdzie ja jestem? Co ja robię? Jestem, a mnie nie ma.

Witajcie w to drugie święto wieczorem!

Mam nadzieję, że powracam do siebie.

Byłam w tylu miejscach w ostatnim miesiącu. W kraju i za granicą. W domu i “w gościach”. Na zakupach, w garach ,ale też na spacerach i w kościele, na cmentarzu. Byłam tak bardzo tu i teraz, że aż się tym zmęczyłam.

Marzę o pobujaniu w obłokach, medytacjach, zapatrzeniach, zasłuchaniach. Marzę o pisaniu ,komponowaniu, śpiewaniu duchowym ,tak tylko dla siebie, jak w modlitwie.

Na szczęście są sny. W nich nadrabiam potrzeby duchowe, tak mi potrzebne jak powietrze, a tak zaniedbane i przesycone materią i ludźmi dni. Potrzebuję samotności, jak wody, bo tylko wtedy naprawdę spotykam Boga i siebie. Siebie i Boga. Boga w sobie.

Chciałabym go czuć cały czas , nie gubić w nawałnicy zajęć, ale to trudne. Zmierzam ku temu już od lat i ciągle muszę Go szukać od nowa. Piszę to , o paradoksie, w Święta Bożego Narodzenia, które powinny być Bogiem przesycone, Duchem napojone .

Dostałam od Beatki “List od Jezusa”. Pisany w pierwszej osobie, tak jak by to On pisał. Pisze, że obchodzimy jego urodziny, bez Niego, że w ferworze zajęć zapominamy o Nim. Zapominamy, jaki jest sens tych świąt. Nie zapomniałam do końca, ale uległam, jak niemal wszyscy materializmowi w nadmiarze. Za dużo przygotowań,za dużo jedzenia, za dużo prezentów, za dużo wizyt ,za dużo ludzi.

Za mało wyciszenia, kontemplacji, modlitwy ,medytacji.

Kolejny paradoks. Nadrobię to mam nadzieję po świętach.

Życzę więc wszystkim – spokojnych dni po świętach.

Basia.

Wewnętrzny krytyk

Witajcie!

Znamy go wszyscy dobrze.

Ile to razy przychodził Wam do głowy wspaniały pomysł, a już po chwili ,większej, czy mniejszej, myśleliśmy :

-po co ?

-nie warto

-na pewno się nie uda

-tyle z tym roboty

-co powiedzą inni

-przecież ,nie jest tak żle

-po co cokolwiek zmieniać

-nie dam rady

-wolę święty spokój

-lepiej nie ryzykować

Te wymówki można by mnożyć w nieskończoność. Znacie je dobrze ,prawda?

Ja też je znam.

To odzywa się On -Wewnętrzny Krytyk.

Jak daleko byśmy zaszli, gdyby nie on ?

Ile projektów udało by się zrealizować ?

Co moglibyśmy osiągnąć ?

Powiecie na to, ale On nas przecież chroni. Co by było gdyby Go nie było. Może byśmy wszystko stracili.

Tak chroni nas, uświadamia nasze słabe strony, abyśmy byli rozważni w naszych decyzjach, aby wszystko przemyśleć i wybrać właściwą drogę.

Co więc zrobić ? Tak źle i tak niedobrze.

Owszem rozwaga jest potrzebna, ale nie paraliż.

Tymczasem ,my zwykle “usłyszawszy” ten ostrzegawczy głos, wycofujemy się ,poddajemy się, boimy się sami tego własnego projektu, uciekamy przed sobą, przed wołaniem własnej duszy.

Każdy z nas zna to uczucie. Jeśli zrezygnujemy, to początkowo nam jakby lżej, no bo po co sobie życie komplikować ?

Jednak po pewnym czasie napada nas chandra i mówimy ; Przecież mogłam , mogłem spróbować, przecież nic by się takiego nie stało.

Właśnie. Mogło być cudownie, gdyby się udało, a gdyby się nie udało, to co? Świat się zawali?

Nie, po prostu zdobędziemy nowe doświadczenie, poznamy lepiej siebie, będziemy mądrzejsi.

W przyszłości ,albo damy sobie z tym spokój, albo zrobimy to lepiej.

Kochani !

Przeżywałam ten stan wielokrotnie, wielokrotnie rezygnowałam ze strachu, czy wygodnictwa, kilka razy się odważyłam i nie żałuję.

Jeśli żałuję ,to tego ,że nie miałam czasem odwagi zaryzykować.

Już myślałam, że opanowałam wewnętrznego krytyka, że się z nim zaprzyjaźniłam, że umiem mu powiedzieć ” Tak mój drogi dziękuję ci za przestrogi, ale ja tu rządzę” ale …. pojawił się znów Wewnętrzny Krytyk i już podnosił na mnie głos, ale dzięki wsparciu mojej przyjaciółki, mojej córki, powiedziałam mu “Hola, hola proszę pana”

Dobrze jest mieć w chwili słabości osobę, która nas wesprze. Ja wielokrotnie wspierałam ją, a ona mnie.

Kochani!

Wy też zapewne macie koło siebie osobę, która w Was wierzy, która zachęca do działania i wspiera. A może nie, może wokół siebie macie krytyków , którzy bojkotują Wasze pomysły. Oj ,to jest niedobrze, bo Wasz Krytyk Wewnętrzny rośnie wtedy w siłę. Nie pozwólcie mu na to , nie pozwólcie innym ludziom osłabiać Waszego Ducha.

Przypomnijcie sobie w takiej chwili to moje pisanie. Przeczytajcie kolejny raz ten post i ruszajcie na podbój świata, Waszego Świata.

Realizujcie marzenia. plany i żyjcie tak jak pragniecie żyć, na tyle na ile ,to jest możliwe, a zawsze może być lepiej.

Napiszcie do mnie w trudnej chwili, zadzwońcie. Nie bójcie się ,że zajmiecie mi czas . Ja Wam tylko powiem, że jestem z Wami i popieram Wasze marzenia. Tylko tyle, nie będę dawała rad, bo to wy musicie sobie sami poradzić, ale powiem ,że jestem z Wami, że jesteście na dobrej drodze, drodze do zmiany, w drodze do realizacji, a drodze do celu.

I to co najważniejsze, nigdy nie jesteście sami. Są Duchowe Siły, które Was wspierają, otwórzcie się tylko na Światło, a droga się rozjaśni.

Z radością i mocą

Basia

Dlaczego nie warto się martwić?

Życie nie oszczędza nas. Każdy człowiek ma trudne chwile.Pragniemy szczęścia, radości i spokoju, a życie niesie różne niepokoje i zaczynamy się martwić. O siebie, o naszych bliskich, o przyszłość, o zdrowie, o pracę, o pieniądze. Jedni z nas martwią się tym, że są samotni, inni tym, że tkwią w nieodpowiednim związku. Nie możemy spać w nocy, nie możemy radośnie żyć , bo się martwimy.

Czy to coś nam daje? Czy poprawiam to nasz los?

Wręcz przeciwnie, nie daje to nic pozytywnego, nic absolutnie nie zmienia, a jeśli coś zmienia ,to na gorsze.

Słowo martwić się pochodzi od słowa martwy. Warto to sobie uświadomić, gdy zaczniemy się martwić. Kto z nas chce być martwy? Przecież chcemy żyć !Nie pomożemy ani sobie, ani nikomu innemu, ani żadnej sytuacji, jeśli będziemy się martwić. Wówczas my stajemy się martwi i osoba o którą się martwimy staje się martwa.

Cóż więc robić, gdy nie jest różowo, gdy mamy ciężkie chwile, gdy nie możemy sobie poradzić z samym sobą, z trudną sytuacją.

Sposobów jest wiele i zapewne je stosujemy, jedni takie, drudzy inne. Można iść na spacer, pogadać z przyjacielem, sięgnąć o radosną lekturę, obejrzeć komedię , czy budujący film , zjeść coś dobrego, wypić ( oby odrobinę, bo może się źle skończyć) , czy (czego nie radzę ) poratować się jakimś lekiem uspokajającym. Czasem to pomaga, ale …..często nie i co wtedy?

Zapominamy o tym co najprostsze , najskuteczniejsze i najważniejsze. Zapominamy o modlitwie. Zapominamy o tym, że nie jesteśmy sami na świecie. Zapominamy o tym ,że istnieje niewidzialny świat Ducha, gotowy w każdej chwili przyjść nam z pomocą. Każdy z nas, gdzieś na dnie duszy wie, że ją posiada .Wie, czuje, że istnieje jakaś Większa Siła, że istniej Bóg, choć różnie możemy Go sobie wyobrażać. Może wierzymy w Anioły, a może w Energię, a może w nic nie wierzymy, bo nic nam się nie udaje, lub dlatego, że wydaje nam się, że sobie poradzimy sami.

A czasem modlimy się ,ale mamy wrażenie, że nasze modlitwy nie są wysłuchiwane.

A spróbujemy po prostu oddać się temu Duchowi. Przestać się martwić i oddać się całkowicie temu , co reprezentuje Życie, Miłość. Powierzyć swoje ciało, umysł ,serce , duszę – Bogu. Zawierzyć mu całkowicie .Prosić o coś konkretnego, a najlepiej prosić po prostu ,o to, co dla nas najlepsze i zawierzyć całą swoją istotą , że otrzymamy pomoc.

Czasem trudno jest ją rozpoznać natychmiast, Czasem trzeba być cierpliwym i trochę poczekać, ale nadejdzie ona na pewno, choć nie zawsze w takiej postaci, jakiej się spodziewamy. Modlimy się o pieniądze, a dostajemy lepszą pracę. Modlimy się o zdrowie, a dostajemy to zdrowie, lub tylko (aż!) cierpliwość do znoszenia naszych dolegliwości, bo one są po to aby nas czegoś nauczyły.

A więc nie martwmy się, nie wybierajmy tego co martwe, bo budzą się wtedy “demony” i otacza nas ciemność.

Wybierajmy to co żywe, wybierajmy to co życiodajne, wybierajmy Boga i cały niepojęty dla nas świat duchowy, Wybierajmy to, co dobre, piękne, wzniosłe i mądre. Wybierajmy Jasność. Wówczas damy sobie radę z problemami . Przestaniemy się nimi martwić, a zaczniemy je rozwiązywać.

Zamiast się martwić o kogoś, posyłajmy mu dobre myśli, dobrą energię, powierzmy go Bogu, tym mu pomożemy naprawdę.

Zamiast martwić się o siebie, zaufajmy Bogu, powierzmy mu nasz los, nasze cierpienie, a On odda nam to co najlepsze i nie musimy koniecznie iść z tym do kościoła, ale jeśli taka droga nam odpowiada. to tam idźmy.

Z wiarą w cuda

Basia