Moje malowanie .

Jak zatytułowałam ten obraz ?

„Bliźniacze dusze ”

 

 

 

 

Dziś, po dłuższym czasie bez malowania ( jak ja to przeżyłam?) zasiadłam na mojej werandzie, aby pomalować nieco. Uwielbiam to robić. Jestem malarką intuicyjną, po kursie Vedic -Art i to mi zupełnie wystarcza. Malował mój ojciec, maluje mój syn ,maluje  moja córka i wnuczka .Maluje moja siostrzenica Ania. Wszyscy robią to z zamiłowania.

Ojciec, profesor prawa, miał wielu przyjaciół wśród profesjonalnych malarzy i rozczytywał się w literaturze dotyczącej malarstwa. Syn jest architektem, a więc także ma profesjonalne podstawy.  Ja ich nie mam . Po prostu kocham piękno, kolor i radość tworzenia.

,,Ptasie rodzicielstwo”

Jest barwny, czupurny On, skromna Ona – szara samiczka z jajeczkiem, jeszcze w brzuszku.

 

Dziś przeciągając pędzel  po płaszczyźnie podobrazia, dobierając ten czy inny kolor farby, uświadomiłam sobie, że jest to dla mnie forma wspaniałego relaksu. To forma medytacji, przynajmniej dla mnie. Nie mam ambicji, aby namalować dzieło, nie robię tego dla poklasku, a tym bardziej pieniędzy. To czysta przyjemność. Przy takim podejściu, to zabawa kolorem i formą, jaką mi podpowie intuicja. Czasem pragnę namalować coś konkretnego np.  drzewo . Wtedy troszkę bardziej się skupiam, Najczęściej jednak macham pędzlem intuicyjnie i czasem przypadkowo pojawi się jakiś kształt przypominający np zarys głowy. Wówczas „idę” za tym i powstaje jakiś portret .

” Rajskie ptaki ”

 

 

 

Na mojej stronie, którą właśnie czytacie jest podstrona pt „Nasze obrazy” Klikając na nią pojawi się Barbara i Magdalena . Zapraszam do oglądania. To nasze dawniejsze dzieła. Ja opisywałam każdy obraz krótkim tekstem, co stworzyło całkiem sympatyczną w odbiorze wystawkę .

Z przyjemnością zamieszczę tam kolejne obrazy, a także podzielę się nimi z Wami na face booku.

Zachęcam do malowania.

Basia- malarka intuicyjna

 

 

Moje sposoby na grypę.

Kończy się pierwszy miesiąc roku. Szary, zagrypiony, osłabiony. Przynajmniej w moim wydaniu .

Przede mną jednak nadzieja na zdrowy i bardziej słoneczny luty.

Znikam na 10 dni . Z całą niemal rodziną jedziemy w Dolomity na narty .Czy spotka nas taka pogoda, jak na tym zdjęciu ? Mam nadzieję.

Po letargu styczniowym budzi się we mnie pomału chęć do życia. To niesamowite co potrafi zrobić z człowiekiem taka grypa. Czułam się chwilami tak źle ,że pojawiały się pesymistyczne myśli o starości ,śmierci o tym ,że już chyba nic nie zaśpiewam ,nie napiszę, tym bardziej ,że nawet czytać nie mogłam. Pod koniec choroby jednak pojawiła mi się chęć do malowania. Zorganizowałam sobie stanowisko w kuchni, przy oknie i kaloryferze ( o innych porach roku maluję na jasnej werandzie) Przeniosłam sztalugi , podobrazia, farby i pędzle i spędziłam całkiem miłe godziny na malowaniu bardzo kolorowych obrazków . Oto moje dzieła .

W szare styczniowe popołudnie w mojej kuchni pojawiały się fantazyjne ,rajskie ptaki .

 

 

 

Przyfrunęły dwa motyle .

 

 

 

 

Przypłynęły ryby i inne morskie zwierzątka.

 

 

 

Pojawił się duży ptasi samczyk ,mniejsza skromniejsza samiczka i małe jajeczko ,które za chwilę z pierwszymi promieniami słońca zamieni się w puchate pisklę.

 

 

I jeszcze jedna rybka koło koralowca .

 

 

 

W końcu pojawiły się bliźniacze jaja ,a może Bliźniacze Dusze .

 

 

 

Wieczory spędzałam na słuchaniu mantr i mądrości Duchowego Nauczyciela

Moogi ‚ego .

Jak to teraz wszystko opisałam to można powiedzieć „raj na ziemi , takie chorowanie” .

Cóż trzeba było sobie radzić ,ale cieszę się ,że paleta moich działań powiększa się dzięki zdrowieniu .

Tak sobie ,Wasza Basia

Vedic Art – malowanie intuicyjne. Zapraszam na sobotnie spotkania.

20140808_151732Maluję od maja tego roku, od ukończeniu kursu Vedic Art 1 stopnia. Kurs prowadziła Agnieszka Matusiewicz u mnie w Poznaniu w Domu Natury, który jest też moim miejscem zamieszkania. Mam od Niej „błogosławieństwo” na prowadzenie warsztatów.. Mam taką naturę ,że lubię się dzielić swoimi pasjami, umiejętnościami, swoim czasem. Dojrzałam do tego ,aby poprowadzić zajęcia malowania intuicyjnego. Będą to warsztaty cotygodniowe,trzygodzinne, w soboty od 11.00 do 14 .Będą się odbywały w Klubie Kultury „Wierzbak” przy ul.Wojska Polskiego , koło Chaty polskiej w ładnej sali kominkowej. Pierwsze takie zajęcia odbędą się w najbliższą sobotę, 22 listopada. Pierwsze zajęcia są gratisowe. Warunki dotyczące materiałów, oraz cen znajdują się na tej stronie w Aktualnościach, na stronie Warsztaty , a moje obrazy można obejrzeć na stronie Nasze obrazy – Barbara . Bardzo serdecznie zachęcam do uczestniczenia w tych warsztatach. Nie potrzebne są do tego żadne umiejętności ,tylko chęć zabawy, ekspresji, relaksu ,a także terapii. Malowanie intuicyjne uspokaja, rozwija wrażliwość, uzdrawia kolorami ,daje możność bezpiecznego wyładowania emocji ,daje radość . Malowanie w grupie ma też dodatkową wartość, wspólnego tworzenia, bycia razem . Tworzą się nowe przyjaźnie. Często o malowaniu myśleliśmy, jak o dziedzinie dla wybranych ,uzdolnionych . Tymczasem okazuje się ,że jest to dostępne dla każdego, kto tylko ma taką ochotę. Malowanie bardzo podnosi poczucie własnej wartości, pozwala poznać siebie i rozwija nas na płaszczyźnie artystycznej , psychicznej i duchowej, a zatem także uspokaja ciało, przywraca tak potrzebną nam – równowagę.

Cena warsztatów to 25 zł . Dorośli mogą przyjść ze spokojnymi , lubiącymi malować dziećmi w wieku od 7 do 14 lat. Dzieci nie płacą za warsztaty. Emeryci i studenci płacą za warsztaty 15 zł.

Do warsztatów można dołączyć w dowolnym momencie.

Do zobaczenia na ciekawym ,twórczym spotkaniu z własną Duszą, ze sztuką i innymi wrażliwymi ludźmi.

Barbara

 

 

 

 

Podarowałam dziś mój obraz .

Dziś była u mnie Karolina. Dwa lata temu przyszła do mnie na indywidualną terapię. Stała się, jak wielu moich klientów, dobrą znajomą. Przyszła dziś na zabieg przekazu energii.

Weszła do domu przez werandę, na której od pół roku maluję moje obrazy. Weranda stała się moją pracownią malarską. Stoją tam sztalugi, na stoliczku leżą farby i pędzle ,a na podłodze oparte o ściany, na parapetach i na półkach z książkami – stoją obrazy.

Karolina autentycznie zadowolona z tego widoku, mówi :

„Tak, znam je już, widziałam na Pani stronie. Najbardziej podobał mi się taki z różowymi pasami,czy wstęgami ”

„Szukaj go Karolinko” powiedziałam.

” O jest! ” -wykrzyknęła radośnie.

„Jest Twój „- odpowiedziałam .

Była szczęśliwa…. a ja ….ja to dopiero byłam szczęśliwa.

Maluję dużo, obrazy się mnożą .Cóż mam z nimi począć? Ścian w domu sporo, ale wiszą na nich obrazy mojego Ojca. Już jakiś czas temu powiedziałam sobie, że jak się komuś mój obraz naprawdę spodoba, to mu go podaruję. Stało się to dziś. Jestem bardzo szczęśliwa. Nie ma większej radości, jak dzielenie się z innymi cząstką siebie, bo te obrazy to cząstka mnie, tym bardziej, że nie odzwierciedlają konkretnej rzeczywistości, to są obrazy duszy. Lubię też śpiewać dla ludzi, to jest to samo, lubię przekazywać im energię płynącą prosto z serca, lubię im pomagać podczas terapii indywidualnej ,czy na warsztatach. Cieszę się, że pierwszą obdarowaną moim obrazem była Karolina. Karolina jest wspaniałą młodą kobietą. Ona podarowała mi swoją opowieść o wspaniałych zmianach w jej życiu, ten temat jednak wymaga osobnego wpisu. Już wkrótce,jeśli Karolina się zgodzi ,to o tym napiszę. 20140808_145643

 

 

Dziś zaczęłam pisać w nowym zeszycie.

Czy Wy też piszecie?

Tak absolutnie dla siebie, to co ważne i mniej ważne. Dla mnie pisanie, to rozmowa z samą sobą, z moją duszą, czasem z moimi Przewodnikami, czasem z samym Panem Bogiem. Czy Wy Też piszecie?

Piszę, jak widać na blogu, ale to już jest trochę inne pisanie, to już ktoś może przeczyta ??? Na blogu, chcę się czymś podzielić, a pisanie w zeszycie, to tylko moja intymna sprawa. Moja autoterapia.

Ileż ja już takich zeszytów zapisałam! Mnóstwo już wyrzuciłam, inne trzymam , nie wiem po co i tak do nich nie zaglądam, lub robię to bardzo rzadko. Jest to wtedy bardzo interesująca dla mnie lektura. Dzięki temu widzę ” gdzie jestem” , jaka byłam, jak się zmieniłam ,a w „czym” jestem ciągle taka sama.

Kiedyś nie było ładnych zeszytów. Okładki były zwyczajne. Teraz moje zeszyty mają sztywne okładki w pięknych kolorach, z ładnymi zdjęciami, lub rysunkami.

Wczoraj właśnie zakupiłam nowy zeszyt. Ma fioletową okładkę, na której jest namalowany duży, kolorowy motyl.

Zaczęłam w nim pisać dziś przed południem, w mojej altanie w ogródku. Kupiłam nowy zeszyt, bo stary już cały zapisany. Zasiadając do pisania,nawet nie przypuszczałam ,że ten dzień jest tak niezwykły. Pisząc datę 29 sierpnia, uświadomiłam sobie ,że ….. wiele lat temu.. no trudno przyznam się … 30 lat temu ,urodziłam mojego syna Michała. Ojej ,to jaka ja jestem stara..pomyślałam! No cóż młoda nie jestem, ale nie czuję się stara. Ciągle jeszcze mam apetyt na życie, sporo pomysłów, potrzebę ich realizacji, jeszcze wystarczającą ilość energii, choć nie powiem ,mała drzemka po obiedzie mile widziana, za to jaka po niej nowa energia do północy, a czasem nawet dłużej.

A wracając do zeszytu. W momencie, gdy zaczynam pisać w nowym zeszycie, to jakbym zaczynała nowe życie. Tyle planów i marzeń. Piszę ładnie , powoli, mam nawet ochotę to pisanie ozdabiać, jakimiś kolorami, rysunkami. To wpływ warsztatów malowania intuicyjnego – oczywiście. Takie zaszyty zakładamy zwykle na początku roku kalendarzowego w styczniu, podczas ‚Warsztatów planowania” . Tym razem zakładam nowy zeszyt na początku nowego roku szkolnego, znaczy to, że więcej pisałam niż w roku poprzednim, a przecież piszę też w kalendarzu z cytatami Paulo Coelho , czasem w innych zeszytach , no i na blogu.

Zachęcam Was do pisania. Porozmawiajcie ze sobą . Nikt Was tak nie zrozumie, jak Wy sami .

Pozdrawiam

Basia