Moje spojrzenie na terapie.

Jestem terapeutą od kilkunastu lat. Nie jest to całe życie, ale jest to kawałek mojego dojrzałego życia, pełnego różnego rodzaju doświadczeń . Poprzednio byłam nauczycielką , wychowawczynią ,żoną, matką ,teraz także babcią. Przedtem córką, siostrą, kuzynką ,ciocią itp. Pełniłam więc w życiu wiele ról, jak każdy z nas. Mam za sobą trzy porody, cztery śmierci najbliższych osób , które pielęgnowałam w chorobie . Wiele przyjaźni, miłości niespełnionych i spełnionych. Tak jak wiele dojrzałych kobiet.

W dawnych czasach starsze kobiety były bardzo poważane, one wiedziały, znały życie i doradzały młodszym. Nie było terapeutów. Tą rolę pełnili właśnie starsi w rodzie. Mężczyźni i kobiety. Na szczęście jest tak jeszcze w wielu rodzinach i to jest wspaniałe. Niestety w wielu rodzinach, tak nie jest. Czasy zmieniły się. Życie nabrało tempa, pogoń za karierą, pieniędzmi i czasem za nie wiadomo czym, odmienił obraz rodziny. Upadły autorytety , nie ma czasu pielęgnować przyjaźni , zanikają tradycje rodzinne.

Młodzi ludzie początkowo z wyboru, potem często z konieczności żyją samotnie. Z wygodnictwa nie chcą mieć dzieci i rodzina pomału się rozpada. To pesymistyczne stwierdzenie natychmiast muszę zastąpić wspaniałym przykładem rodzin wielodzietnych z wyboru. Właśnie przed chwilą dowiedziałam się że znajoma terapeutka urodziła piąte dziecko, ze świadomego wyboru. Podziwiam, ale nie koniecznie zachęcam, aż do piątki, bo to już jest prawdziwy heroizm.

Po co ten przydługi wstęp ? Otóż po to ,aby uświadomić sobie i Państwu potrzebę istnienia terapeuty we współczesnym świecie. Powiecie, banał. Wszyscy to wiedzą. Tak wiedzą .Dla mnie jako terapeuty to wspaniałe ,niełatwe i zaszczytne zadanie. Próbuję temu sprostać jak najlepiej potrafię. Zapewne nie każdemu mogę pomóc, zresztą ta pomoc ma polegać na tym ,aby mój klient mógł sobie pomóc sam. Ta pomoc to pokazanie możliwych rozwiązań, a jeszcze lepiej jeśli klient sam do nich podczas terapii dojdzie. Rola terapeuty jest pokazanie drogi do realizacji celów, to zaoferowanie wędki, a nie ryby .

Mówimy o drodze do celu, do optymalnych rozwiązań problemów, a często klienci nie potrafią nazwać problemu, a co do celu… często nie mają celu. Szukamy więc wspólnie. Towarzyszę moim klientom w ich drodze do samopoznania. To piękna rola i dająca wiele satysfakcji.

Zapraszam

Barbara

 

 

 

 

Wolność w związku.

Wszyscy pragniemy miłości, bliskiej osoby, tej jedynej ,tego jedynego.

Początki są ekscytujące. Jesteśmy zakochani, pragniemy kontaktu z Tą ukochaną osobą. Tęsknimy ,gdy jej nie ma obok nas, marzymy, aby była bardzo blisko, jak najbliżej ,ciągle, w nocy i w dzień. Chcemy się przy niej budzić i przy niej zasypiać.

Ta potrzeba bliskości, intymności , ten silny pociąg seksualny, ten zew natury, jest bardzo ważny, dla jednostki, dla rodziny, dla społeczeństwa, dla rasy ludzkiej. Bez tej potężnej siły, trudno byłoby założyć rodzinę i mieć dzieci. Ludzkość by wymarła. Para małżeńska ,rodzicielska, czy tak dziś częsta – partnerska, nie miałby siły na wzajemny, codzienny, niełatwy trud życia, gdyby nie miłość. Nie będę tu opisywała patologicznych związków, gdzie różnie z tą miłością. Porozmawiajmy o normalnym , w miarę prawidłowym związku. Ludzie kochają się ,mają dzieci i teraz szczególnie potrzebne jest uczucie, jednak ono się nieco zmienia, trzeba je dzielić z dziećmi. Dzielić ,czy mnożyć? W prawidłowym związku dzieci łączą, zwiększają ilość miłości. Same potrzebują jej bardzo dużo, ale też ile jej oddają, kochając rodziców bezgranicznie. Cud miłości trwa, miłość dojrzewa i już nie łopocze nam serce na widok ukochanej osoby , jednak pojawia się coś więcej . Zwiększa się odpowiedzialność za siebie, partnera, dzieci. Zależy nam na tym ,aby tworzyć razem rodzinę, mieć wzajemne oparcie, móc na siebie nawzajem liczyć. Staramy się stworzyć dobre warunki dla naszej rodziny.

Dzieci rosną mamy trochę więcej czasu i powstaje w nas naturalna potrzeba „wyjścia ” także poza związek, poza rodzinę, poza pracę. Przypominają nam się niespełnione marzenia, pasje. Zaczynamy je realizować. Wspaniale, tak powinno być, to jest prawidłowy rozwój. Czasem jednak pojawiają się nieznane dotąd problemy. Dzieje się tak ,gdy w jednej z osób budzi się potrzeba samorealizacji, a w drugiej nie . Wówczas często pojawia się obawa, o utratę partnera, zazdrość i chęć ograniczenia tego ,który się „wyrywa” w świat. I tu mamy, jako ludzie dojrzali ogromne możliwości wzrastania. Po pierwsze ,aby wzrastać samemu, a po drugie, aby pozwolić na wzrost i rozwój naszemu życiowemu partnerowi.

Dlatego nie czekajmy z samorealizacją do czasu ,aż dzieci dorosną i wyjdą z domu.

Porozmawiajmy z naszym partnerem już na początku związku, jak chcemy żyć, aby w pełni realizować się jako człowiek. Oczywiście w dobrym związku priorytetem będzie wzajemna relacja i rodzina , potem praca, która zapewni byt, podział obowiązków w domu, a potem nasze pasje ,zainteresowania wspólne ,oraz niezależne. Wymieniam je na końcu, co nie znaczy ,że są mało ważne. Są bardzo ważne i dobrze jeśli są realizowane ,choćby w niewielkim zakresie od samego początku. Oczywiście te pasje mogą być wspólne, co jest szczególnie ważne u par bez dzieci. Dla utrzymania związku konieczny jest wspólny cel, ale ważne są też działania indywidualne, czas dla siebie. W miarę upływu czasu, ten własny czas jest ogromnie ważny. To właśnie danie sobie nawzajem tego czasu, cementuje związek. Nie nastąpi wówczas wypalenie, znudzenie. Robiąc coś czasem tylko dla siebie, wychodząc z domu na zajęcia jogi, aerobiku, na samotny spacer, na ploteczki, czy lekcje języka. Wyjazd tylko w męskim, lub tylko damskim gronie na żagle ,czy narty, udziału w ciekawych warsztatach, w plenerach malarskich .Świat oferuje tyle wspaniałych możliwości. Nie zamykajmy się w domu i nie zamykajmy w domu naszego partnera. U wielu ludzi jest jednak obawa o zdradę. „Puszczę go samego na narty i co będzie, pozna kogoś, a ja ,co będzie ze mną ? Czy też „Będzie śpiewać w chórze i co wyjedzie na występy ,a ten dyrygent ,taki przystojny” I znów problem . Kochani nad wzajemnym zaufaniem też trzeba pracować, od samego początku ,rozmawiać o tym . nie bać się takich tematów i samemu być uczciwym. Niestety jeśli związek kiepski i partnerzy nie są wierni , to jak nie dyrygent, to dentysta będzie dobrą okazją do wyjścia z domu i do zdrady. Paradoksalnie właśnie pary , które nie śledzą siebie nawzajem , mają zaufanie, ale także są interesujące dla partnera, bo coś ciekawego robią , te pary mają największą szanse na przetrwanie. Niestety często nawet w tych dobrych związkach jedna z osób jest zaborcza, przy tym silna i usiłuje nawet nie świadomie podporządkować sobie partnera, lub też inaczej, „wisi” na nim nie mając pomysłu na swoją realizacje. .Nie jest to łatwe i przyjemne . Taka osoba ‚kontrolująca” ,lub „wisząca” , osłabia partnera, czy partnerkę i pozbawia energii życiowej. Na to nie można się zgodzić, dlatego trzeba mieć mocne cele i wielką przebojowość, aby je realizować. Wówczas partner się podda, nie zawsze zrozumie, ale uszanuje. Tak jak zaznaczyłam mówię cały czas o normalnych związkach ,bez patologii.

Dobrze jest, jeśli szanujemy siebie, swoją pracę ,swoje pasje, wtedy otoczenie nas uszanuje, wtedy uszanuje nas człowiek, który jest u naszego boku . Potrzebna jest do tego siła, którą należy w sobie budować. Niestety nasza słabość i spolegliwość w najlepszej nawet wierze czyniona, zostanie wykorzystana ,a nie doceniona. Wspaniale, jeśli możliwa jest rozmowa, jednak często wtedy do głosu dochodzą emocja, pojawiają się jakieś stare żale i z przyjacielskiej pogawędki powstaje kłótnia. Może więc po prostu róbmy swoje, z wewnętrznym przekonaniem ,że to co robimy ma dla nas wartość, lub po prostu sprawia nam przyjemność .Będziemy wtedy spełnieni, szczęśliwi, zdrowi i atrakcyjni dla naszego otoczenia.

Pozdrawiam, życząc wszystkim dużo siły i radości życia.

Barbara