Moje sposoby na grypę.

Kończy się pierwszy miesiąc roku. Szary, zagrypiony, osłabiony. Przynajmniej w moim wydaniu .

Przede mną jednak nadzieja na zdrowy i bardziej słoneczny luty.

Znikam na 10 dni . Z całą niemal rodziną jedziemy w Dolomity na narty .Czy spotka nas taka pogoda, jak na tym zdjęciu ? Mam nadzieję.

Po letargu styczniowym budzi się we mnie pomału chęć do życia. To niesamowite co potrafi zrobić z człowiekiem taka grypa. Czułam się chwilami tak źle ,że pojawiały się pesymistyczne myśli o starości ,śmierci o tym ,że już chyba nic nie zaśpiewam ,nie napiszę, tym bardziej ,że nawet czytać nie mogłam. Pod koniec choroby jednak pojawiła mi się chęć do malowania. Zorganizowałam sobie stanowisko w kuchni, przy oknie i kaloryferze ( o innych porach roku maluję na jasnej werandzie) Przeniosłam sztalugi , podobrazia, farby i pędzle i spędziłam całkiem miłe godziny na malowaniu bardzo kolorowych obrazków . Oto moje dzieła .

W szare styczniowe popołudnie w mojej kuchni pojawiały się fantazyjne ,rajskie ptaki .

 

 

 

Przyfrunęły dwa motyle .

 

 

 

 

Przypłynęły ryby i inne morskie zwierzątka.

 

 

 

Pojawił się duży ptasi samczyk ,mniejsza skromniejsza samiczka i małe jajeczko ,które za chwilę z pierwszymi promieniami słońca zamieni się w puchate pisklę.

 

 

I jeszcze jedna rybka koło koralowca .

 

 

 

W końcu pojawiły się bliźniacze jaja ,a może Bliźniacze Dusze .

 

 

 

Wieczory spędzałam na słuchaniu mantr i mądrości Duchowego Nauczyciela

Moogi ‚ego .

Jak to teraz wszystko opisałam to można powiedzieć „raj na ziemi , takie chorowanie” .

Cóż trzeba było sobie radzić ,ale cieszę się ,że paleta moich działań powiększa się dzięki zdrowieniu .

Tak sobie ,Wasza Basia