W Abadiani. Casa De Dom Ignacio. Brazylia

Jeszcze nie opalona, ale już bardzo szczęśliwa. Pierwszy dzień na tarasie w Casa De Dom Ignacio. To jedno z najbardziej uroczych miejsc w Casie. Taras jest zbudowany z pięknego drewna, duży, z wygodnymi ławkami

 

Rozpościera się z niego piękny widok, na tchnące spokojem łagodne, zielone wzgórza.

 

Siadywałam tam codziennie po porannej medytacji, a często i po popołudniowej . Kontemplowałam widoki, słuchałam brzęczenia owdów, cykania świerszczy, pokrzykiwania papug, pisków i tokowania ukrytych w drzewach kolibrów i innych nieznanych mi ptaków. Z dali, dochodziło pianie kogutów, które budziły nas także wczesnym rankiem.

 

 

 

 

Podziwiałam błękitne niebo, zasnute często chmurami o różnych kształtach i barwach, tworzącymi niezwykłe spektakle.

 

 

 

 

 

Po południu gromadziły się ciemne chmury zwiastujące gwałtowne i ciepłe zenitalne deszcze. Czasem pomrukiwały groźnie i błyskały pięknie, zwiastując tropikalną burzę.

 

 

 

 

Powietrze pachniało wilgocią, aromatem ziół i kwiatów.

 

 

 

 

Nasycona tymi wspaniałościami zaczynałam pisać.

 

 

 

 

W rogu tarasu, tuż obok mnie drzemał czarny pies. Zjawiał się, jak  tylko usiadłam na mojej stałej ławce.

Przypominał mi czarnego labradora mojego syna, którego kocham- syna i psa oczywiście .

 

 

 

 

Ludzie o śniadych twarzach, czarnych włosach,  w kolorowych ubraniach, są spokojni i uśmiechnięci .

A my przybysze z chłodnego świata, ubrani w białe szaty, jak duchy lub anioły snuliśmy  się po wonnym ogrodzie, spokojni, wyciszeni, uduchowieni po kolejnej medytacji.

 

 

 

 

Pisałam ten tekst na tarasie 7 lutego .

Wiatr lekko kołysał czubki egzotycznych drzew i moją spokojną duszę.

Na zegarze była 17.17.

Basia

 

 

Udostępnij wpis na swoim facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *