Wystawa buddyjska w pałacu Działyńskich w Poznaniu.

20140921_114250W ostatni week-end w pałacu Działyńskich można było przez chwilę poczuć się jak w buddyjskiej świątyni.

Na środku sali czerwonej znajdował się ołtarz, ze złotym posągiem Buddy , oraz liczne ,szklane gabloty, w których znajdowały się zdjęcia i precjoza ( pamiątki- perły, może prochy w maleńkich ozdobnych pudełeczkach) należące do światłych mistrzów buddyjskich . Można było skorzystać z błogosławieństwa i pomedytować przy delikatnych i pięknych dźwiękach muzyki , oraz zakręcić modlitewnym młynkiem ,aby zwielokrotnić siłę modlitewnej intencji. Niech buddyści wybaczą mi moje proste słowa, bo brak mi właściwych określeń, jednak to co chcę przekazać to moje odczucia .

Miałam okazję, wraz z moja córką Magdaleną , zwiedzić siedem klasztorów i świątyń buddyjskich na terenach mniejszości tybetańskich ,w południowych Indiach . W naszej pamięci na zawsze pozostanie wspomnienie życzliwości , spokoju i radości witających nas mnichów, od małych chłopców do sędziwych starców. Wszyscy napotkani mnisi pragnęli nam jak najwięcej pokazać ,powiedzieć i nawet poczęstować tym, co aktualnie spożywali. Mam w ustach smak herbaty z mlekiem podawanej podczas nabożeństwa , w uszach dźwięk gongów i instrumentów dętych przypominających wielkie trąby, czy rogi, a w oczach potężny, złoty posąg Buddy, mający chyba z 5 metrów w jednym z klasztorów. Był tak potężny i majestatyczny, że nogi same się uginały do bicia pokłonów.

Dziś wróciły tamte wspomnienia sprzed 14 lat, gdy po przyjęciu błogosławieństwa medytowałam, siedząc w kąciku sali. Po krótkiej chwili moja dusza powędrowała Wyżej, ja trwałam w wewnętrznej ciszy, a po moich policzkach potoczyły się łzy wzruszenia, szczęścia,duchowej ekstazy.

Nie jestem buddystką, ale wierzę, że Bóg jest jeden i sprzyja wszystkim ludziom, których stworzył i błogosławi wszystkim religiom, jakie wyznają ludzie, bo przecież to też jego dzieła. Podobne wzruszenia głębokiej wiary przeżywałam wielokrotnie w naszym kościele katolickim, szczególnie wówczas ,gdy jego pasterzem był święty Jan Paweł Drugi. W Bazylice Narodzenia Jezusa w Betlejem , klęczałam przy ołtarzu z Gwiazdą Narodzenia w głębokim wzruszeniu i czas się tam dla mnie zatrzymał. Czasem podczas głębokiej medytacji pojawia mi się mój Największy Mistrz – Jezus Chrystus. W mojej wizji siedzi na białym ,płaskim kamieniu, przy rwącej ,górskiej rzece. Mam wówczas poczucie całkowitej pełni i nie mam pytań. Wszystko jest w świętym porządku.

Dziękuję.wszystkim Duchowym Mistrzom za przybliżanie nam Nieba

Basia

Udostępnij wpis na swoim facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *